Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
84 posty 109 komentarzy

Poznanie

Marcin Kotasiński - Blog Marcina Kotasińskiego o filozofii, psychologii, naukach ścisłych i duchowości. PoznaniePoznania.pl

Czy możliwe jest poznanie siebie?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Czy uważasz Czytelniku, że możesz osiągnąć poznanie siebie, które będzie zupełne i adekwatne do doświadczenia i do twoich oczekiwań?

Czy uważasz Czytelniku, że możesz osiągnąć poznanie siebie, które będzie zupełne i adekwatne do doświadczenia i do twoich oczekiwań?

Ogólnie, nauka twierdzi, że nie jest to możliwe. Choć nie ma na to dowodów! Takie zagadnienie, o tyle ile się orientuję, nie jest nawet poważnie rozważane w nauce. Ale można tu zapytać, co robi filozofia i psychologia, jeśli nie ‘poznanie siebie’, poznanie filozofującego człowieka, psyche. Albo znamy „Poznaj siebie!” pochodzące, choćby od Sokratesa czy św. Augustyna. Mamy także… wskazówki? Świadectwa(?), poznania siebie pochodzące z dalekiego wschodu, a nawet z bliskiego. Budda miał poznać siebie, jego nauki mają stanowić wskazówkę kierującą na poznanie siebie, a nie tylko Budda świadczy o mądrości buddyzmu. Sporo „buddów” jest w tej religii, choć stoją w cieniu pierwszego. Ta cała rzesza Oświeconych z Indii, z rozmaitych odłamów religijnych, tradycji mistycznych. Trudno wymieniać joginów z imion, choć wielu można znaleźć, o których opowieści w drodze do nas z dalekiego wschodu „zmutowały”, mówią o jarmarcznych sztuczkach joginów-fakirów, czyniących coś nadzwyczajnego ze sobą dzięki poznaniu, że mogą. Ale gdy zaglądamy w ich nauki to, na przykład jogę zaczynamy traktować serio. Filozofia choć nie tak jak nasza konsekwentna w wyjaśnianiu twierdzeń, jednak wzbudza zdziwienie wiedzą, która tłumaczy Jedność i transcendencję. A Jezus? Czy można taki dwu tysiącletni „numer z krzyżem” zrobić nie znając, ile zrobić się potrafi?

Świadectw jest aż nadto, ale wciąż odbiera im się wiarygodność. A jeśli już nie można tym szczegółowym, to w ogóle twierdzi się, że poznać się nie sposób. Choć nie wiadomo dlaczego. Można dalej naciskać, pytać, co mówił, na przykład Schopenhauer pod wpływem buddyzmu, o Wyzwoleniu. Albo ten nietzscheański Nadczłowiek, Wyzwolony, ten, który przekracza ludzi zniewolonych? Nietzsche nad nim się tak egzaltował i może od pędu ku temu zwariował. Poza tym czy fenomenologia nie uzyskuje przypadkiem poznania siebie? Psychoanaliza? Psychologia głębi? Każda inna nauka czy czegoś nie mówi o człowieku? Czy to wszystko, co w ogóle robimy, czy nie jest to przypadkiem poznanie siebie?

Jest taki bezpośredni argument na tę niejasną naukową tezę o braku samopoznania, brzmi on: Czy ten, kto nie poznał jeszcze siebie, może mówić, że nie sposób tego uczynić? Przecież nie poznał. Jest w drodze…, a dowodu odwrotnego też nie ma. Tylko sceptycyzm, to przecież za mało, aby zatrzymać nas, cywilizację w biegu, rzekłbym ku samopoznaniu, bo tak to postrzegam.

Co mamy za?

Kiedy spoglądamy w lustro dokonujemy aktu poznawczego, coś o sobie poznajemy. Poznajemy czy to, co widzimy jest tym, w czym na pewno dobrze się czujemy i czy wygląda dobrze. Poznajemy czy to „o nas”, w nas ukryte, pozwala się na chwilę, trochę do światła wydobyć i porównać z odbiciem w lustrze. Aby przez identyfikację i odkrycie nieuświadomionego podobieństwa uznać, że to, co w lustrze jest ładne, budzi dobre samopoczucie, że to Prawda i Dobro. Albo odwrotnie wymaga zmiany, dalszego poszukiwania siebie. W czym? W tym prostym banale, jakim jest odzież, uczesanie itp., to, co oglądamy w lustrze.

Dzieje się to także ze strony doświadczenia, gdy starając się uczynić coś, nie udaje się to. Dowiadujemy się, że coś z naszą wiedzą o nas i doświadczeniu jest nie tak. Dowiadujemy się, że nasze przeświadczenie o tym, iż wie się, jak coś uczynić, i że ma się odpowiednią wiedzę do tego upada. Poznajemy siebie, choć raczej niezbyt przyjemnie. Można tu użyć jaskrawego przykładu, powtarzającego się nieustępliwie przez każde pokolenie. Młodzież szuka styczności z tym, co dorośli zakazują, eksperymentuje, aby przesadzając poznać, że ‘nie chce takiego siebie’, wyrasta zdrowy człowiek, staje się dorosły i zakazuje, bo posiadł już daną wiedzę o sobie.

Poznajemy także siebie dzięki pośrednictwu innych ludzi, gdy ci mówią nam coś o nas lub radzą coś lepszego, wskazując tym, że wiedzą, o nas, od nas coś więcej i wiedzą lepiej, co dla nas dobre. Jakby mówili, że jest jakaś ogólna wiedza o człowieku, Prawda i Dobro odpowiednie dla każdego, ‘poznanie siebie’ na ileś już jasne i wiadome.

Poznajemy także siebie w „czystych” aktach refleksji, gdy się nad sobą namyślamy w oderwaniu od doświadczenia. Czy to refleksja nad życiem, pewnym szeregiem ostatnich doświadczeń i własnym samopoczuciem w nich, nad tym czy takie coś jest chciane. Są też refleksje bardzie wyabstrahowane, niektóre potężne, podnoszące umysł człowieka na wyższy poziom. Spostrzega się pewną syntezę wiedzy, powtarzających się zdarzeń, różnych i oderwanych od siebie na własny temat i świata, gdzie dotyka się czegoś bardzo ogólnego o sobie, wyabstrahowanego jak nigdy dotąd. Albo te „czyste” oderwane refleksje nad samą świadomością, która sam siebie w nich postrzega, to poznanie skierowane na poznającego, refleksje nad samym sobą, umysłem.

W każdym z tych przypadków coś o sobie poznajemy, zbieramy „ziarnko do ziarnka”. Dzięki temu „zbieractwu” wiemy o sobie w późniejszym i nawet aktualnym wieku więcej. Wiemy wciąż lepiej, co sprawia nam przyjemność, czego szukamy, czego unikamy. Zbierając o sobie wiedzę wiemy wciąż więcej o tym, do czego jesteśmy zdolni, co potrafimy. Zdobywana wiedza pozwala nam dokonywać coraz lepszych i trafniejszych wyborów, w których unikamy tego, czego nie chcemy, a co poznaliśmy jako takie wcześniej. Potrafimy w ten sposób osiągnąć coś lepiej i przyjemniej niż za pierwszym razem, kiedy się jeszcze „potykaliśmy”. Poznaliśmy tu, zatem to o sobie, że nie lubimy się potykać i to, że potrafimy lepiej.

Zbierając „ziarnka” o sobie i w procesie życia budując opinię o sobie, i będąc przy tym obiektywnymi, starając się nie okłamywać samych siebie. Nawet świadomie odszukując w sobie sytuacje, treści, w których siebie okłamujemy... tak poznajemy siebie.

Nie ma tu argumentu na to, że nie możemy poznać siebie w wyższy sposób, w jakiś skończony, wypełniony. Natomiast wciąż zdarzające się jednorazowe ‘poznania siebie’, te przykładowe, świadczą o tym, że poruszamy się do przodu, ku lepiej i więcej. To argument na to, że można. Zapytać tu można, czy jesteśmy skończeni czy nieskończeni? Bo czy poznając siebie, możemy wypełnić ten proces, czy rozciągnąć go w nieskończoność. A jeśliby się okazało, że jesteśmy nieskończeni w tym naszym duchowym, bo mentalnym, nie materialnym życiu jako podmiot. Czy pomimo nieskończoności możliwe są w niej jakościowe skoki? To wypełnienie właśnie, które i tak rozwija się w nieskończoność.

Przecież gdyby się dobrze zorientować, czego się szuka i chce, i zorientować się, co się potrafi, i uczynić to tak, ażeby mało zaskakiwało. Byłoby to świadectwem osiągnięcia pewnej zupełności. To było by już poznanie siebie, orientować się, co do swoich pragnień w każdej sytuacji i zdolności do ich realizacji.  

Nie można twierdzić, że nie można poznać siebie. Może w stanie przed nie można twierdzić, że jest on pewny. Ale pewne jest to, że siebie poznajemy, jesteśmy wszyscy jednocześnie we własnych procesach poznania siebie i uczestniczymy w jednym globalnym dotyczącym nas wszystkich.

 

 

KOMENTARZE

  • Przede wszystkim nierozsądne
    Jest to zabezpieczona warstwa po to, aby jej nie zmienić.
  • @Autor
    Świat wygląda całkiem inaczej...nie tak, jak go postrzegamy oczami...i ten fakt znali starożytni filozofowie. Jest dowodem na to, że takie poznanie jest możliwe tylko dla jednostek: mędrców, natchnionych proroków i wizjonerów oraz świętych a dla filozofów wara od sfery sacrum, dla nich jest dostępna tylko sfera profanum.Żeby coś wiedzieć, to trzeba najpierw widzieć...dlatego właśnie jesteśmy prawie ślepcami, choć zdaje się nam, że mamy oczy i powinniśmy dlatego widzieć, a jednak nie jest to prawdą.
  • Czy możliwe jest poznanie siebie?
    Pan postawił wyjątkowo trudną kwestię, chociaż jakże zasadną dla świata, ludzi, człowieka - dla poznania w każdym sensie: czyli filozoficznym, duchowym, egzystencjalnym, naukowym. Ale przede wszystkim w sensie psychologicznego opisu, powiedzmy, formacji bycia człowiekiem. Ponieważ istotą, a właściwie "accentus acutus," niniejszej sprawy byłby docierający do prawdy opis samo-poznającego się podmiotu. Coś w rodzaju ustalenia, czym jest na terenie duchowej jogi "czysto myślące" samaddhi lub na terenie buddyzmu "niepozbywająca się własnej indywidualności" osobowa nirwana. Stwierdzenie (ten opis) przeczące konwencją kontemplacji jogi i buddyzmu.

    Czy warto taki stan osiągnąć? Taki status samopoznania nie dzieje się sam przez się. Nie ma więc automatycznego przyrostu doświadczeń, spostrzeżeń, wrażeń - jak jeszcze nazwać cały ten śmietnik, którym obdarza nas świat w "praktyce codziennej." Wobec tego jaką stosować więc refleksję, by być skutecznym na drodze poznania lub drodze samopoznania? Rzeczywiście "gnothi se auton" jest wstępem do wiedzy, szeroko rozumianej procedury wnioskowań. Ale również "gnothi se auton" jest labiryntem. Czy często gabinetem krzywych luster - które ukazują nieogarnione zbiory psychologicznych projekcji. Jak w nich rozpoznać siebie - siebie jako materiał istotny dla samopoznania (?).

    Tak, psyche to dość subtelny instrument - jakby osobna istota w nas samych, która leży raczej poza rozumem, poza władzami poznawczymi umysłu. Lecz psyche "podsuwa" najważniejsze treści dla procesu samopoznania. Dlaczego? Bo to przecież chodzi o nas, tu i teraz, o podmioty przesuwające się w czasie i przestrzeni (czas i przestrzeń wewnętrzna wyglądają inaczej - vide medytacja duchowej jogi). Tu chodzi o naszą egzystencję - a jednocześnie zindywidualizowaną egzystencję jej, psyche. Wyróżnienie niepowtarzalnej istoty, powiedzmy, z "obszaru" psyche zbiorowej, świadomości i podświadomości zbiorowej.

    Ludzie trwają w schematach społecznych, w które zostali wdrożeni. To przenosi się na ich świat wewnętrzny. Tłumi ten świat, niweluje imperatyw poznawczy. I mija epoka za epoką, pokolenie za pokoleniem - nie wiem w słodkim, albo koszmarnym śnie. Dlaczego? Ponieważ droga poznania i droga samopoznania są niesamowicie trudne. "Wszystko" tu trzeba rozpoczynać od zera.
  • @Faber 14:47:02
    „Jest dowodem na to, że takie poznanie jest możliwe tylko dla jednostek: mędrców, natchnionych proroków i wizjonerów oraz świętych”

    Nie, nie, nie tylko, oni jedynie się o to starają. Filozofowie się też niektórzy „ładniej” starają, ja się mam za takiego „ładniej starającego”. :)
  • @dr Wilczura 19:36:07
    Czyli możliwe? :)
  • @Marcin Kotasiński 21:03:16
    Tak :)
  • @Marcin Kotasiński 21:03:03
    "Droga poznania i droga samopoznania są niesamowicie trudne" i trzeba "wszystko" zaczynać od zera...czyli od samego początku, od wrażeń i pamięci, od dziecięcia aż do starości,ta droga nigdy się nie kończy...Śmierć ją tylko definitywne kończy tu i teraz, ale zaczyna się nowe istnienie...dr Wilczura ładnie to ujął w słowach.

    Przed Panem jeszcze daleka i długa droga-życzę powodzenia- to droga Wergiliusza i Dantego, czasami prowadzi przez nieznane drogi i ścieżki, trzeba wielkiej odwagi. Ja potrzebowałem aż 51 lat, abym cokolwiek zaczął na tej drodze rozumieć naturę naszej rzeczywistości i świat wokół nas. Pozdrawiam.
  • @Faber 07:32:37
    ...w momencie śmierci naszej wszystko ustaje w nas. Może jest to punkt jakby odniesienia do wszystkiego co nas otacza... :-(.
  • @kanton 11:39:00
    Tak. Wszystko ustaje w nas. I ból serca też. Ale świat wokół nas trwa...i nie wszystko ustaje, pamięć trwa...

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930