Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
84 posty 109 komentarzy

Poznanie

Marcin Kotasiński - Blog Marcina Kotasińskiego o filozofii, psychologii, naukach ścisłych i duchowości. PoznaniePoznania.pl

Teoria treści i form samoświadomości Zbigniewa Zaborowskiego

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Polemika z podstawami teoretycznymi koncepcji psychologicznych na bazie teorii CF.

Polski psycholog prof. dr hab. Zbigniew Zaborowski, nieżyjący od kilku lat twórca teorii treści i form samoświadomości w swoich książkach „Świadomości i samoświadomość człowieka„ i „Teoria treści i form samoświadomości” przybliża bardzo wiele kwestii związanych z tytułowymi zagadnieniami, przybliża różne koncepcje, a przede wszystkim własną. Wskazywane opracowania to książki z psychologii, warto zwrócić na to uwagę, bo ksiązki z psychologii rozważające zagadnienie świadomości i samoświadomości podchodzą do niego inaczej niż filozofowie. Ci drudzy częściej starają się dociec czegoś ogólnego i podstawowego rozważając takie zagadnienia. Tymczasem psychologowie koncentrują się bardziej na treściach, ich postaci, formach, przejawach świadomości i samoświadomości, konkretyzacji, mniej na abstrakcyjnym mechanizmie, w którym i dzięki któremu treść się zjawia.

Ta uwaga jest ważna, bo książki psychologiczne są przez to trudniejsze, rozpoznają tytułowe zagadnienia tak, że niejako rozrzucają wokół wiele zagadnień wchodzących w skład głównego, ale nie umieją ich razem i ładnie poskładać w całość, na czymś niezmiennym. Filozofia koncentrując się na bardziej ogólnych zasadach, choć przez to trudniejszych, bo bardziej wyabstrahowanych, swoje rozważania czyni bardziej czytelne, rozważa to, jak w ogóle dzieją się w nas wszelkie treści mogące być przedmiotem świadomości. Nie miesza swoich rozważań z przeróżnym tematem treści myślenia, bo to wtórne.

W swoich książkach prof. Zaborowski skrótowo rozważa kilka współczesnych koncepcji świadomości i samoświadomości naświetlając w ten sposób warunki, w jakich znajdują się psychologowie i po części filozofia. W związku z trudnościami interpretacyjnymi zjawiska samoświadomości proponuje własne rozwiązane, które zgodnie z tytułem nazywa teorią treści i form samoświadomości, teoria CF. Spróbuję przyjrzeć się tej koncepcji i poddać ją pewnej twórczej krytyce, wyłuskując przy okazji tę trudność, którą dostrzegam w niepotrzebnie komplikowanych opracowaniach psychologicznych.

Zaborowski wychodzi do konstruowania swojej teorii z pewnymi założeniami wstępnymi, które rzucają światło na cały późniejszy rezultat teoretyczny. Przede wszystkim nie postrzega samoświadomości jako prostej konstrukcji – spostrzegania własnych treści. Zakłada taką postać samoświadomości, jako ‘rzutowania świadomości na samą siebie’, ale nie dostrzega wagi tego najbardziej podstawowego i najprostszego ujęcia. Pisze o introspekcji, jako kluczowym mechanizmie poznawczym, wskazuje na trudności w rozumieniu introspekcji przez różnych autorów. Ale nie spostrzega, że samoświadomość w ujęciu ‘rzutowania świadomości na siebie’ jest najbardziej podstawową formą i treścią zjawiania się samoświadomości. Tak bardzo podstawową, że pozwala wydobyć się jako element stały i niezmienny z pośród wszystkich zjawisk w jakich spotykamy samoświadomość, ten właśnie prosty mechanizm. Orzec, że ‘postrzeganie siebie przez siebie’ jest elementem wspólnym wszystkim innym zjawiskom, które nazywając, nazywamy samoświadomością, wskazując ewentualnie na szczegółowe znaczenie czymś jeszcze.

Dlaczego? Ponieważ formułę ‘postrzeganie siebie przez siebie’ możemy potraktować jak wzór, podobnie jak traktuje się wzory matematyczne. Ta formuła jest absolutną podstawą każdego postrzeżenia czegokolwiek przez podmiot. Zawsze, aby ktokolwiek mógł powiedzieć, że jest coś jeszcze (np. wokół niego), musi najpierw zdawać sobie sprawę, że on jest pierwszy, pierwszy zaistniał w spostrzeżeniu. Mówiąc prościej kiedykolwiek ktoś z nas powie, że coś robi lub doznaje, zawsze przy spostrzeżeniu, na przykład jak tutaj „czytam” zakłada, że najpierw jest podmiot, on sam, a następnie, że ten podmiot jest w czymś jeszcze, tu czytaniu.

Orientacja, co do własnego istnienia jest najbardziej podstawa, dopiero wiedząc, że się jest, wie się, że można coś ze sobą zrobić, na przykład spostrzec, że jest się w jakimś otoczeniu, wśród czegoś jeszcze, w czym odkrywa się siebie najpierw. Ta wspólna cecha wszystkich spostrzeżeń, „wiem, że jestem, bo spostrzegam siebie-myśl” (cogito ergo sum) jest wzorem, ponieważ zastępując słowo „jestem” (albo „siebie-myśli”) słowem „przedmiot”, którym może być wszystko, zawsze mówię: „wiem, że przedmiot (istnieje), bo spostrzegam siebie-myśl”. Prawdziwość przedmiotu i jego wtórność wynika z pierwotnej prawdziwości istnienia samoświadomego podmiotu, który jest pierwszy wobec siebie. To oczywiste, bo to istnienie wynika z siebie, jest sobie (samo) najbliższe, dlatego pierwszym spostrzeżeniem jest – istnieć wobec siebie. Tego najbardziej podstawowego wyjaśnienia nie ma u Zaborowskiego, jest ono u niego zawoalowane w wyjaśnieniach zapośredniczonych przez inne, mniej ważne elementy, przez co jest nieczytelne. Gdyby było czytelne, to koncepcje świadomości, samoświadomości i podmiotowości byłyby prostsze, ale nie są.

Przyjrzyjmy się kolei rozważań Autora skupiając się na tylko wstępnych założeniach do koncepcji. Prof. Zaborowski od razu ujmuje samoświadomość w sposób skonkretyzowany, jej wielostronność, ale pozostawia niewyjaśnioną główną oś samoświadomości, dyspozycję do ‘spostrzegania siebie przez siebie’. Pisze, że można ją ujmować, jako dyspozycję, czyli strukturę, i tu należałoby się spodziewać umiejscowienia tej abstrakcji. Ale dyspozycyjność jako struktura odnosi się do posiadanego przez podmiot układu wiedzy, postaw, potrzeb, itd[i]. Jest to struktura zbiorów konkretnej wiedzy, wypełniona szczególną wiedzą dla jednostki. Nie jest tu powiedziane, że jakakolwiek jest ta struktura wiedzy, dyspozycja do czegoś, każdy jej element bazuje na czymś bardziej podstawowym, ulega postrzeżeniu na bazie najpierw postrzeżenia siebie w świadomości, a wraz z tym (następnie) przedmiotu, którym może być wiedza (przedmiotowa), postawa, potrzeba. Dzięki temu, że podmiot pierwotnie spostrzega siebie, swym samozwrotnym postrzeżeniem (świadomością świadomości) tworzy płaszczyznę mentalną i jej „przestrzeń”, w której znajduje się przedmiot-wyobrażenie, w oku uwagi. To jest mechanizm bardziej podstawowy jak ogólnie wiedza, szczególnie postawy i potrzeby skonkretyzowane przez znajomość doświadczenia, tym, że na ileś zna się ludzi i świat. Autor w myśl dotychczas eksponowanej metody rozwoju psychologii, dokonuje, nie większego uproszczenia, zespolenia samoświadomości na bazie wyeksponowania jednego mechanizmu, ale zaczyna dzielić ją, rozróżniać od siebie, w sposób sugerujący niesprowadzalność wyróżnianych elementów. Choć to jedna samoświadomość, na co wskazuje najbardziej abstrakcyjny mechanizm i pojęcie „samoświadomość”, substancja.

Następnie pisze, że można świadomość i samoświadomość ujmować w formie aktualnej[ii], aktualnie i subiektywnie przeżywanych procesów i zdawania sobie z nich sprawy, na przykład doprowadzenie do pomyślnego rozwiązania jakiejś sytuacji z uprzytomnieniem sobie własnego kluczowego udziały w tej sytuacji; wyraźny akt uprzytomnienia sobie siebie. To stan czuwania, „świadomość podstawowa”. Jednak także tu warto poczynić pewne uwagi, najpierw taką, że ten stan czuwania wynika z oczywistości własnej obecności teraz. Gdy jesteśmy czujni, najbardziej podstawową i oczywistą treścią jest dla nas nasza obecność, przez to utrzymujemy ją niejako „z boku”, ponad nami, zdając sobie sprawę, że to funkcja podstawowa, z którą oczywistą wychodzimy do rzeczy. Znowu najsilniej uwydatnia się abstrakcyjny mechanizm ‘spostrzegania siebie przez siebie’. A przez ten mechanizm będący zawsze i z założenia aktualnością, przechodzą wszelkie treści, wtórnie zostają „obdarowane” aktualnością podmiotu. Znowu pojawia się powód do tego, aby rozważać najpierw mechanizm, później treści wypełniające mechanizm, z pośród których pewne zdarzają się wszystkim obdarzonym tym mechanizmem, jak posiadanie wiedzy, postaw, pragnień w ogóle. Pewne są jednostkowe, „indywidualne” jak szczegóły dotyczące tych elementów ogólniejszych, szczególne postawy, pragnienia.

Wreszcie trzecie spojrzenie z pośród tych, które wymienia Autor, przygotowując grunt pod własną propozycję teoretyczną, świadomość i samoświadomość jako atrybut przeżyć wewnętrznych. To świadomie ujmowane spostrzeżeń, emocji, własnych stanów itp., świadomość własnej świadomości z wypełniającą tę świadomość treścią. W tej propozycji, szczególnie wyraźnie, bo świadomie dochodzi najpierw do uprzytomnienia własnego istnienia, które odkrywa się w takich skonkretyzowanych stanach (przeżyciach wewnętrznych). Ponownie mechanizm ‘przeżycia własnego istnienia’ jest pierwotniejszy. Najpierw spostrzega się własną świadomość, w której następnie dokonuje się namysłu nad zdarzeniem przeżywanym lub po prostu przeżywa. W tym przykładzie samoświadomość jako atrybut przeżyć, to silne spostrzeżenie siebie w zdarzeniu, które to swoją specyfiką może dodatkowo wywołać podwyższoną uwagę. Informuje o tym podany w tym celu przykład:

 

W tym ujęciu jednostka prowadząca samochód, spostrzegając na drodze niewyraźną, chwiejącą się postać, może z różną wyrazistością uświadomić sobie własne zagrożenie i potencjalny wypadek. Osoba młoda, sprawna może liczyć, że w razie niebezpieczeństwa zdoła zahamować, ktoś starszy, niepewny siebie wyraźnie zwolni, a człowiek, który przeżył wypadek, wpadnie w panikę i przestanie sobie jasno uświadamiać własne stany i zachowania.[iii]

 

To ujęcie, według którego świadomość to właściwość stopniowalna, podmiot stopniowo uprzytamnia się sobie i swój przedmiot. Rośnie świadomość przeżywanej sytuacji do szczytowej wartości. Dzięki identyfikacji i świadomości dochodzi do decyzji dotyczącej tego, co należy zrobić. Ale najpierw doświadczenie zostaje zinterpretowane, przed tym w ogóle spostrzeże, co poprzedza pierwotne spostrzeże siebie.

Przechodząc do swojej teorii Zaborowski zauważa, że na proces świadomości składają się następujące po sobie akty (refleksji):

 

Charakteryzujące się mniejszą lub większą wyrazistością, jasnością, trwałością. Parametry te zmieniają się w czasie. Zależą one od treści i rodzaju przeżyć wewnętrznych lub zewnętrznych. Treści świadomości są z reguły bardziej wyraziste na wejściu i wyjściu procesu (np. w toku rozwiązywania problemu).[iv]

 

Zauważyć można, że niezależnie od tej różnorodności, o której słusznie mówi Autor, mechanizm samoświadomości, ‘zjawianie się podmiotu dla siebie’, pozostaje niezmienny i wspólny całej tej różności. Podlega jedynie stopniowi nasycenia świadomością, czyli wysokością uprzytomnienia siebie i ewentualnie innego przedmiotu. Niezależnie, czy jest to proces otwarty, jak nagłe rozbudzanie świadomości czymś nieoczekiwanym, gdzie nasycenie sięga na co dzień rzadkiego szczytu. Czy proces namysłu, gdzie pewna treść rozbudza podmiot poznawczo, ten dokonując namysłu „wycofuje się” do refleksji, zajmuje się bardziej przedmiotem niż postrzeganiem bezpośrednio siebie, a dochodząc do uświadomienia rozwiązania na powrót rozbudza się.

W cytacie dokonane zostaje główne rozróżnienie pomiędzy treściami świadomości, na wewnętrzne i zewnętrzne, introspekcyjne i ekstrospekcyjne.[v] Ale to wyróżnienie, choć oczywiste, nie jest najważniejsze, bowiem czy źródłem treści jest pamięć czy doświadczenie, ostatecznie zawsze treść staje się „wewnętrzną”, mentalną, bo z postrzeżeniem ulega przeniesieniu do mentalności, nawet jeśli pochodzi z doświadczenia. Dlatego w stosunku do faktu samotworzącej się mentalności (płaszczyzny) samoświadomością, rozróżnienie na treści zewnętrzne i wewnętrzne jest drugorzędne, o ile w ogóle słuszne w świetle innego założenia filozoficznego. Niemniej, w teorii treści i form samoświadomości, najbardziej zasadniczymi typami treści są te z naszego umysłu, wewnętrzne, i te, które zjawiają się niejako spoza, zewnętrzne. Ale już tutaj wychodzą pewne niejasności, na które zwraca uwagę sam Autor:

 

Pewne treści, np. doznania somatyczne, zmęczenie, ból, są niejednoznaczne, mogą one bowiem być traktowane jako treści wewnętrzne lub zewnętrzne. Sądzimy, że mają one korelaty subiektywne jako stany emocjonalne jakkolwiek ze względu na ich charakter intersubiektywny treści te traktowane są jako treści zewnętrzne.[vi]

 

Problem, który tutaj zostaje zaznaczony wskazuje, że wszelkie treści zawsze są uwewnętrznione, o ile używanie relacji wewnętrzny-zewnętrzny jest odpowiednie. Nie może istnieć doznanie somatyczne bez podmiotu, i nie wystarczy tu pośrednictwo, ale one właśnie dzięki podmiotowi istnieją. Ten typ treści pochodzący z doświadczeń to jedyne treści, które poprzedzają świadome myślenie podmiotu jednostkowego, zawsze zaskakują go. W odróżnieniu do treści pochodzących z myślenia, podświadomego, które choć zaskakuje go także wydobytą treścią, należy od początku do niego. Jedynie ulega procesowi stopniowego wyłaniania się do świadomości przez proces namysłu, którym jest mechanizm samoświadomości, ‘postrzegać samego siebie’ wypełniony dodatkową treścią, która jest uprzytamniana. Zawsze na bazie wciąż aktualizowanej własnej obecności przez samopostrzeżenie, rozważane jest coś jeszcze. I tylko dlatego, bo w każdej aktualizacji podmiotu, akcie refleksji, potwierdzana jest aktualność rozważanej treści (dla podmiotu). W tym sensie wyróżnienie na „wewnętrzne” i „zewnętrzne” pokrywa się. Ale zasada samoświadomości poprzedza to rozróżnienie, bo musi istnieć podmiot, aby mogło istnieć coś, niezależnie jakie to jest i czym jest. Dlatego treści obojętnie skąd pochodzą zawsze są mentalne. Zawsze najpierw istnieje arena-mentalność dla występowania na niej jakiejkolwiek treści.

Po wyróżnieniu treści dochodzi do wyróżnienia form świadomości na podstawie spostrzeżenia, że treści samoświadomości funkcjonują wedle pewnych prawideł, nie są chaotyczne:

 

Porządek do ich funkcjonowania wprowadzają formy samoświadomości. Czym są formy? – odpowiedź na to pytanie nie jest prosta. Używając analogii z informatyki możemy powiedzieć, że formy są odpowiednikiem operacji. I tak takie dane, jak 5, 13, 18, 20 mogą być przetwarzane za pomocą różnych operacji, np. dodawania, mnożenia. Można też formy traktować jako metaschematy, a więc schematy obejmujące szeroki zakres zjawisk tak percepcyjnych, jak poznawczych, emocjonalnych, motywacyjnych. (ujęcie to zawdzięczam prof. Trzebińskiemu).

Można wyodrębnić cztery istotne formy przetwarzania samoświadomości:

1)     formę indywidualną,

2)     formę obronną,

3)     formę rzeczową,

4)     refleksyjną.[vii]

 

Owszem porządek wśród treści zjawiających się w samoświadomości utrzymywany jest na bazie podobieństw, schematów, których meta charakter pochodzi ze wspólnej istoty na bazie, której są one identyfikowane jako jedno. Posiadają identyczne to, co jest istotą tożsamości. Najprościej, zbiór wiedzy prawdziwej nie zawiera fałszu, młotki zawsze rozpoznawane są jako te same pośród różnych narzędzi. Tu wyraźne są metaschematy. Ale co do podziału samoświadomości na wymienione formy nie mogę się zgodzić. Najpierw warto dowiedzieć się, czym różnią się od siebie te formy i czym w ogóle są?

Formę indywidualną cechuje osobiste i emocjonalne traktowanie treści, to podejście osobiste i podmiotowe. Jednocześnie o silnej identyfikacji z własnymi przekonaniami, przyzwyczajeniami, wyuczonymi i akceptowanymi schematami i standardami.[viii] Forma oparta na podmiotowości, to znaczy na silnej świadomości siebie, mogącej wynikać z większej wiedzy, ale i siłowego trzymania się ego i własnej racji.

Druga forma, obronna wyróżniona zostaje z powodu podłoża na jakim bazuje, niepokoju i lęku. To forma zaopatrzona w sposoby obrony przed treściami postrzeganymi jako zagrożenie. Cechuje się zawężeniem postrzegania do postawy obronnej i zachowawczej, zmniejszenie otwartości na nowe informacje, akceptowanie tylko siebie i w tym sensie silny nacisk na podmiotowość.[ix] Zauważmy, że znowu przy drugiej formie nacisk występuje na podmiotowość, oparcie na świadomości siebie.

Trzecia, forma rzeczowa, przedmiotowa, „zewnętrzna”, to również jedynie szczególne ukierunkowanie intencjonalności podmiotu, w tym przypadku na obiektywizm. Jednostka za kierunek przewodni bierze treści uspołecznione, zobiektywizowane przez grupę, swoje przeżycia traktuje bezstronnie, czyni siebie przedmiotem podobnie jak innych ludzi i wydarzenia, nie obdarza siebie zaakcentowaną troską o siebie, egocentryczną, zirracjonalizowaną przeniesieniem nadmiernego akcentu na siebie. Treści „wewnętrzne” i „zewnętrzne” ulegają zrównoważeniu, bo celem jest obiektywizm, ale co ważne mechanizm postrzegania w ogóle, podobnie jak w przypadku wcześniejszych form pozostaje niezmieniony, występuje pierwotnie.

Ostatnia forma to samoświadomość refleksyjna. To najciekawsza forma, bo najsilniej bazująca na mechanizmie samoświadomości, tak, że można ją rozważać jako podstawę wcześniejszych, nie formę równorzędną, odczytać to można ze słów Autora:

 

Samoświadomość refleksyjna charakteryzuje się uogólnionym, abstrakcyjnym przetwarzaniem treści, integracją informacji wewnętrznych z zewnętrznymi, przy czym zawsze są to informacje typu semantycznego. Jest to najwyższa forma samoświadomości umożliwiająca efektywną samoregulację, samorealizację i twórcze przystosowanie do środowiska. Często funkcjonuje na podłożu zinternalizowanych przez jednostkę wartości i norm, które są koordynowane z potrzebami i postawami jednostki. Samoświadomość refleksyjna łączy się z takimi właściwościami, jak dojrzałość moralna i społeczna oraz tzw. sprawiedliwość wewnętrzna polegająca na uczciwym, trafnym stosunku do własnej osoby.

 

Pierwsze co rzuca się w oczy, to bardzo ogólny charakter tej formy, wcześniejsze miały postać „indywiduum”, „wystraszonego”, „rzeczowego”. Ta nie, tutaj mamy do czynienia z ogólnym abstrakcyjnym myśleniem, które charakteryzuje człowieka zdolnego do takiego myślenia, który rozwinął zdolność prowadzenia rozważań na bazie wyższych abstrakcji niż przeciętnie. Nie jest to w tym sensie forma nacechowana czymś typowo przedmiotowym, odnoszącym się do świata, jak egocentryzm, obawa przed życiem, czy profesjonalizm, bo tak, i właśnie dzięki rozwiniętemu abstrakcyjnemu myśleniu łatwo uogólnić wcześniejsze form. Tej nie, bo forma refleksyjna bazuje na cesze podmiotowości, którą się rozwija, można bowiem będąc wysoce refleksyjnym, bardzo abstrakcyjnie ujmując przeżycia i doświadczenia jednocześnie być strachliwym lub egocentryczny albo też rzeczowym. Ale te formy niekoniecznie współwystępują z wysoką refleksyjnością. To świadczy, że w przypadku formy refleksyjnej mamy do czynienia z czymś bardziej ogólnym i podstawowym niż wcześniejsze formy. Najogólniejsze ujęcie tej formy bezpośrednio wskazuje na mechanizmu ‘postrzegania siebie przez siebie’, niezapośredniczony przez postawę innej z form. Pojęcia samoregulacji, samorealizacji, twórczego przystosowania do środowiska, wreszcie dojrzałości moralnej i społecznej, sprawiedliwości wewnętrznej mówią, że podmiot zna obiektywizm w szerszym zakresie. Zakłada zatem chociażby formę rzeczową, także bazująca na obiektywizmie, więc nie ma, po co tworzyć dwóch takich samych lub zbyt podobnych form.

Chcę tu wykazać, że wszystkie formy samoświadomości wymienione przez prof. Zaborowskiego są oparte na jednej wspólnej cesze, na mechanizmie samoświadomości, ‘zjawianiu się dla siebie’. Bez względu na to jak podmiot postrzega siebie, jaką formę przyjmuje w stosunku do siebie i doświadczeń, czy jest to forma egocentryczna, obronna, rzeczowa, czy refleksyjna. Wszystkie zanim postrzegą jakąś treść, w taki zintencjonalizowany przez siebie sposób, zakładają oglądanie siebie przez podmiot, samoświadomość. To jedyna i podstawowa forma samoświadomości. Wymienione formy i inne, które także w dalszej kolejności wymienia Autor, jako konkretyzację tych podstawowych, zakładają, że obiektywnie podmiot ogląda samego siebie. Wtórnie, na bazie ‘oglądania siebie’ ubiera swoje emocje, sądy w jakąś formę. Dopiero w następstwie postrzegania siebie staje się konkretny, przybiera formę zakładaną odgórnie, w sposób meta, wyuczony, na postrzegane treści.

Dlatego model teoretyczny świadomości i samoświadomości, tu teoria CF, najpierw, biorąc za swój grunt, musi wyjaśniać i wskazywać na najbardziej kluczową rolę istotowego mechanizmu samoświadomości, aby znać „narzędzie” poznawcze, jakim dysponuje podmiot. Później można dostrzec, że zależnie od form wyuczonych, zaakceptowanych w procesie refleksji i doświadczeń, podmiot takie formy przybierawobec siebie i świata odgórnie, i przeważnie.

Można bowiem wskazać jeszcze na takie argumenty, że w przypadku formy obronnej, czego tutaj nie powiedziałem, a powiedział Autor, odnosi się ona do treści spoza podmiotu. Można zauważyć, że własny głupi pomysł także prowadzi do przyjęcia postawy obronnej wobec siebie, nie treści z „zewnątrz”. Albo, że forma refleksyjna, będąca po prostu enigmatycznym ujęciem mechanizmu samoświadomości i forma rzeczowa, to formy o najniższym udziale subiektywizmu, a więc najbardziej zrównujące ze sobą treści wewnętrzne z zewnętrznymi. Przez to są ujęciami najbardziej wyabstrahowanymi i bliskimi apriorycznemu postrzeganiu samoświadomości, obiektywnemu ‘widzeniu siebie przez siebie’.

Wymienione przez Autora koncepcje samoświadomości, choć wszystkie zakładają ten mechanizm przez odgórne i skonkretyzowane spojrzenie gubią klarowny obraz samoświadomości. Czynią pierwotnym wielość, przez wielość, form, treści, aspektów, zamiast jedność, zwykły mechanizm „robienia zdjęć” świadomością sobie-świadomości lub treści, która wypełnia tę samoświadomość, jednostkę. W następnym odcinku spróbuję odnieść się do kilku omawianych przez Autora koncepcji świadomości i samoświadomości.


[i] Z. Zaborowski: Świadomość i samoświadomość człowieka. Warszawa 1998, s 15

[ii] Z. Zaborowski: Świadomość i samoświadomość człowieka. Warszawa 1998, s 15

[iii] Z. Zaborowski: Świadomość i samoświadomość człowieka. Warszawa 1998, s 15

[iv] Z. Zaborowski: Świadomość i samoświadomość człowieka. Warszawa 1998, s 17

[v] Z. Zaborowski: Świadomość i samoświadomość człowieka. Warszawa 1998, s 17

[vi] Z. Zaborowski: Teoria treści i formy samoświadomości. Warszawa 2000, s 52

[vii] Z. Zaborowski: Teoria treści i formy samoświadomości. Warszawa 2000, s 53

[viii] Z. Zaborowski: Teoria treści i formy samoświadomości. Warszawa 2000, s 53

[ix] Z. Zaborowski: Świadomość i samoświadomość człowieka. Warszawa 1998, s 52

KOMENTARZE

  • Problemy z opisaniem pojęcia "świadomość"
    Autorze, obraz przedstawionej przez Pana problematyki, a zarazem krytyczna analiza pracy prof. Z. Zaborowskiego - są jakże aktualne poznawczo. Nawet uniwersalne, ponieważ prawdopodobnie dociekanie czym jest świadomość ludzi (kwantyfikator ogólny), powiedzmy z emfazą, "nigdy nie dobiegnie kresu poznawczego." Czyli jest to w pewnym sensie otwarta procedura badawcza. Natomiast opis struktury świadomości prof. Z. Zaborowskiego, którego pracę Pan referuje, ma charakter mechanistyczny - chyba u podstawy tego opisu legła metodologia pozytywistyczna. Stąd między innymi dążenie do stworzenia "obiektywnego" modelu, który mógłby się sprawdzić u każdego człowieka. Moim zdaniem, świadomość jako stan percepcji jest bardziej nieuchwytna i tajemnicza - właśnie szczególnie dla pozytywistycznej metodologii badań. W tym wypadku daje o sobie znać ograniczoność stosowanych narzędzi badawczych, analizy naukowej (oczywiście o charakterze pozytywistycznym), itd. Nie przeczę jednak, że do jakiegoś sensownego punktu, ten typ opisu jest skuteczny i racjonalny. Ale... Przerywam ten wątek i przechodzę to tego, o czym chciałem wspomnieć. Sokratejskie "gnothi se auton" ("poznaj samego siebie"), jest to również misteryjny imperatyw (bo Sokrates tego nie wymyślił), sugerują trudny problem samopoznania - poznania samego siebie jako treści jasnej i logicznej (i to jest stosowanie kwantyfikatora szczegółowego). Nie chcę pisać dalej o tym stwierdzeniu - lecz na tym tle należy, moim zdaniem, dociekać przyczyny i "wypełnienia" konstrukcji świadomości - czyli podmiotu, czyli człowieka. Jeszcze jedno - oczywiście, że psyche wpływa na dynamiczną świadomość (procedurę zrozumienia własnej obecności), tu jednak odróżniłbym psyche od "cogito ergo sum," lecz psyche, tak, jak Eurydike, jeszcze nie wyszła z Hadesu na światło - zatem psyche nie ma nic do rzeczy. Trochę także dziwię się użytemu przez prof. Z. Zaborowskiego zwrotu "nieświadomej świadomości." Autorze, Pana tekst jest wielce aktualny - np. biorąc pod uwagę manipulacje świadomością zbiorową Polaków, np. we wrześniu 2012 r. Gratuluję i pozdrawiam.
  • @dr Wilczura 15:38:02
    Właśnie ta podstawowa konstrukcja samoświadomości, ‘postrzeganie siebie przez siebie’, ma być propozycją rozwiązania zawiłości typu „świadoma nieświadomości”, czym jest świadomość skoro na przykład, gdy rozważana jako konstrukcja świadomość+świadomość samodzielnie utrzymuje się przy mentalnym istnieniu. Przy tym okazuje się, że zdolność do istnienia w układzie oglądu świadomości przez samą siebie, sprowadza pojęcie świadomości do znaczenia „widzieć”, „naświetlać poznawczo” treści. Gdy uprzytomnić sobie najprostszą konstrukcję i rozważać zagadnienie tylko na tym, co mamy jako umysły w oderwaniu od świata, wychodzi na to, że wszystkim, co mamy to zdolność naświetlania bądź widzenia siebie, to świadomość. Ta ze swej natury musi widzieć siebie, być samoświadoma, bo jako widzenie najpierw widzi własne istnienie. Wtedy wszystko zaczyna się składać w spójną całość, mamy przejrzysty mechanizm poznawczy. Wtedy dopiero bezpiecznie jest dołączać i rozważać elementy występujące po tym jak ‘postrzegamy siebie przez siebie’.
    Dziękuję za komentarz
  • @Marcin Kotasiński 18:03:16
    Ależ, mniej więcej piszemy o tym samym zjawisku - "zbliżające się światło w tunelu" - światło poznania.

    Uzupełniając, proponuję link:

    http://en.wikipedia.org/wiki/John_Eccles_%28neurophysiologist%29

    Pozdrawiam.
  • @dr Wilczura 20:16:40
    ...to za trudne dla mnie...?
  • @kanton 14:12:29
    E tam, przesada. Podałem ten link do dorobku światowej klasy neurofizjologa, Sir. J. Eccles, który również zajmował się genezą świadomości. Wyobraź sobie rzutnik, który na ekran lub ścianę rzuca obrazy w ciemnym pomieszczeniu - to jest przenośnia do jasnego strumienia naszej świadomości. U J. Ecclesa ta projekcja dzieje się z poziomu świata 3 - z poziomu meta-świata. W tym momencie pojawiają się interesujące pytania, oczywiście dla ludzi, którzy zajmują się m.in. źródłem poznania (samoświadomej obserwacji). Kto uruchamia rzutnik? Kto koryguje stopień jasności projekcji rzutnika? Kto decyduje o projektowanej treści? Itd. Wcale nie jest to trudna problematyka - ponieważ staraj się zrozumieć tyle, ile jesteś w stanie. A to już dużo. Pozdrawiam :)
  • @dr Wilczura 17:10:27
    Rzutnik uruchamia się sam, to specyficzna substancja obdarzona zdolnością widzenia, z powodu czego pierwszą rzeczą jaką widzi jest sobość, bycie sobą. Ten fakt sprawia, że w akcie, gdy się postrzega, ten podmiot zaskakuje sam siebie. Tym sposobem wzrasta poziom nasycenia świadomością, skokiem, który rozwijał się stopniowo w procesie odczuwania. Bo odczuwanie jest tym, co ulega uprzedmiotowieniu, gdy ta substancja-projektor po raz pierwszy spostrzega, że coś widzi. Odczuwanie, ta praświadomość rozbudza go poznawczo, to zalążek świadomości, który rozwija się z siebie, do szczytu świadomości - aktu refleksyjnego uprzedmiotowienia. Treść przedmiotu nie wyczerpując odczuwania pcha ten proces do przodu, do samopoznania, i uczynienia odczuwania treścią świadomą, to jest Absolut.
    Reszta to już aktywnie rozwijany proces samopoznania, doświadczanie siebie w procesie, które regularnie przynosi zyski w postaci bardziej rozbudzonej świadomości i wiedzy.
  • @Marcin Kotasiński 23:04:31
    Autorze, wielce interesująca wypowiedź. Klarowna aksjologicznie. Najbardziej w tym, co Autorze napisałeś, zaciekawiły mnie dwie okoliczności związane z procesem wzrastania świadomości. "Dwa skoki jakościowe." 1 to odróżnienie siebie od poznawanego przedmiotu. 2 to odróżnienie siebie od siebie poznającego - czyli w pewnym sensie początek drogi do absolutu. J. Eccles stwierdza, że instrument muzyczny, jakim jest nasz mózg, oraz my sami, jako wirtuozi tego instrumentu - uczestniczymy w wielkiej symfonii, jakby muzyce sfer. Ale conductor tej orkiestry jest gdzie indziej. I prawdopodobnie on również uruchamia strumień samo poznającej się świadomości. Prawdopodobnie generuje strumień światła rzutnika. Światło - jako generis genus spectrum.
  • @dr Wilczura 11:58:14
    Odróżnienie przedmiotu i siebie jest tym samym, gdy rozważamy je jako to, co pierwsze zjawia się dla podmiotu. Odróżnienie to akt samoświadomości, który powstaje, ponieważ podmiot dochodząc do świadomości tego, co odczuwa, przekształca odczuwanie w wyobrażenie, w statyczny przedmiot, w świadomość danej treści. Do odróżnienia, czyli bycia niedokładnie tym samym, dochodzi przez naoczność przedmiotu, w której odkrywana jest niepełna identyczność treści poznawanej, czyli podmiotu poznającego przekształconego w wyobrażenie, z podmiotem, który poznaniem (odczuciem) jest obecnie, podmiot ogląda siebie i treść, którą odczuwał wcześniej. Pełna i zarazem niepełna identyczność podmiotu i przedmiotu bazuje na tym, że treść identyfikuje się idealnie jednocześnie jako odczuwanie i świadomość. Ale metacecha przedmiotu jest inna niż odpowiadająca jej metacecha odczuwania. Odczuwanie jest biegnącą dynamiką, przedmiot statycznym wyobrażeniem. Nieidentyczność występuje pomiędzy dynamiką odczuwania i statyką przedmiotu, są one odmiennościami. Dlatego podmiot, choć odkrywa identyczność z przedmiotem spostrzega, że on nie wyczerpuje jego poznania. Spostrzega w sobie odczucie, które intuicyjnie wskazuje mu, iż jest czymś więcej. Na tej podstawie zaczyna identyfikować swoją intuicję, odczucie w dokonanym uprzedmiotowieniu. I znowu, na odwrót, statyka przekształca się w dynamikę, podmiot wczuwa się w uzyskane uprzedmiotowienie. W odczuwaniu podobnie jak w uprzedmiotowieniu dochodzi do identyfikacji przez stopniowy wzrost świadomości tego, co odczuwane, taka identyfikacja jak potencjał została odkryta w intuicji, teraz jest realizowana do aktu. Wzrasta świadomość podczas odczuwania i dochodzi do skoku świadomości w nowym wyższym uprzedmiotowieniu. Znów powstaje statyczny przedmiot wyższego rzędu, wyższy stopień samopoznania, świadomości, samoświadomości itd., w nieskończoność w celu poznania doskonałości; te dwie wielkości w różnych odniesieniach na przemian przekraczają siebie wyżej i wyżej.

    Nie wiem, co miał pan na myśli pisząc o muzyce sfer, ale jeśli przekroczenie jednostki, owszem „muzyka sfer” kształtuje proces poznawczy każdego człowieka w taki sam sposób. Taki sam jest mechanizm samoświadomości, aż do samopoznania, do poznania siebie jako „muzyka sfer”, gdy poznanie siebie okazuje się poznaniem siebie jako Absolut, bo dochodzi do identyfikacji z naocznie odkrytą tą samą naturą podmiotowości, zrealizowaną „wcześniej” przez Boga. Samopoznanie sprawia, że człowiek odkrywa siebie w Mentalności Absolutu, jako własną mentalność. Stan Doskonałości okazuje się stanem zastanym, odkrytym na nowo, w nowej jednostce przez Boga i odwrotnie, przez wieczność. Ale to spekulacja dopóki jednostka nie odkryje tego jako siebie. Jednak szereg argumentów obecnych w psychologii pozwala poskładać materiał psychologiczny w proces-schemat rozwoju ludzkiego umysłu w życiu cielesnym na bazie identycznego dla każdego mechanizmu samoświadomości. Można opisać stały scenariusz tego proces. Dlatego ten mechanizm tak akcentowałem w powyższym tekście.
  • @Marcin Kotasiński 13:56:18
    >> Nie wiem, co miał pan na myśli pisząc o muzyce sfer,
    ...

    Mam dla Was sugestię aby przy obszernych wpisach w niejednoznacznie zdefiniowanych kwestiach podawać przy autorze wpisu nazwę jego socjotypu z modelu A socjoniki.
    Dzięki temu dyskutanci będą mogli się dowiedzieć czegoś konkretnego na temat metabolizmu informacyjnego swoich adwersarzy. Oczywiście wymaga to uprzedniego poznania czym jest socjonika, jak powstawała, na jakich założeniach opiera się model A Augusty itd.

    Przypuszczam że zdecydowana większość dyskutantów na tematy związane ze świadomością, samoświadomością to socjotypy intuicyjne (8 możliwych z 16 wszystkich).

    Uważam że znajomość modelu A, oraz znajomość własnego socjotypu i metabolizmu informacyjnego to coś co należałoby uznać za rodzaj elementarza którego opanowanie jest niezbędne przed przystąpieniem do poważnej dyskusji.
    Mój socjotyp to krytyk bądź analityk( mniej prawdopodobny) - obie możliwości z dychotomii socjotypów intuicyjnych.
    Na forach poświęconych socjonice podawanie własnego socjotypu jest niemal obowiązkowe - dzięki temu przyczyny różnych punktów widzenia i różnic zdań są bardziej klarowne.

    Pozdrawiam
  • @Marcin Kotasiński 13:56:18
    Użyłem słów "muzyka sfer" ("harmonika sfer"), by skrócić własną wypowiedź o przenośni J. Ecclesa. W jakim znaczeniu? Byłaby to suma dynamicznego poznania. Natomiast te słowa, "muzyka sfer," odnoszą się do matematyki Pitagorasa - a tam mają inne znaczenie, chociaż niesprzeczne z moim ich zastosowaniem.

    W mechanizmie ewoluowania świadomości, który Pan przedstawia, istotną rolę odgrywa dialektyka (raczej w ujęciu Heglowskim) - to wchodzenie na coraz wyższy poziom rozwoju. I w pewnym sensie jest to uniwersalny lub obiektywny scenariusz. Ten scenariusz mógłby dotyczyć każdego człowieka, jeśli chciałby poznawać samego siebie. Ale taki scenariusz jest modelowy, chciałoby się powiedzieć, idealny. I nie dotyczy egzystencji wielu ludzi, którzy funkcjonują w ramach schematu społecznego. Dlaczego tak stawiam sprawę? Ponieważ proponowany przez Pana model poznawczy, samopoznanie, nie odnosi się do doświadczenia większości ludzi. Chociaż i mimo to ten proces poznania trwa - w tym wypadku jako zjawisko nieuświadomione. W zasadzie zgadzam się z Pana opisem - ale też szukam "odwzorowania" prezentowanej teorii w egzystencji ludzi, żywych ludzi. Dlatego w pierwszym komentarzu do Pana tekstu wspomniałem o Sokratesie. Zatem jak zakwalifikować poznawczo Sokratejskie powiedzenie - "Wiem, że nic nie wiem." Wcale nie żartuję. Kiedyś nawet pisałem pracę na ten temat. Ale do dzisiaj nie wiem, co chciał w ten sposób powiedzieć Sokrates, jaką wyraził niniejszym koncepcję poznania. A wyraził?
  • @dr Wilczura 16:28:51
    Sokratejskie „wiem, że nic nie wiem” jest przejaskrawione, bo Sokrates już ma wiedzę o swojej nie wiedzy, przeczy sobie. Co do modelu i jego odniesienia, on odnosi się do wszystkich ludzi, bez wyjątku. Nawet schorzenia psycho-fizyczne umysłu można z niego wywieść. Proces ten nabiera szczególnego charakteru i zwiększonej dynamiki dzięki uczestnictwu w społeczeństwie. Jest to proces nieuświadomiony, ale tylko częściowo i okresowo. To znaczy jego nieuświadomienie zmniejsza się wraz z postępem poznawczym. Wraz z tym jak podmiot spostrzega rozwój własnej wiedzy, świadomości, poznania siebie w refleksjach, coraz lepiej zdaje sobie sprawę z tego, że rozwija samopoznanie. To, że o tym temacie mówimy, potwierdza tę tezę, my rozwijamy nieustannie samopoznanie zdając sobie z tego sprawę, bo jesteśmy na takim jego etapie, gdzie już sobie zdajemy z tego sprawę.
    Bezpośrednie odniesienie do ludzkich doświadczeń ‘teorii ewolucji świadomości’ to kluczowa sprawa, na tym jest ta teoria zbudowana, nie mówiłem o niej tu wcześniej. W niewystarczającym skrócie wskazuje, że w naszym życiu, u każdego, zdarzają się skoki poznawcze Uświadomienia, w których dokonujemy scalenia wiedzy o pewnym bardzo ogólnym podłożu, meta wiedzy względem codziennej. Wiedzy wcześniej poznawanej stopniowo w procesie „powolnych” doświadczeń i refleksji. Scalenie to rzutuje na dalsze życie i postrzeganie siebie i doświadczeń, rozwija wyższy wymiar poznania, niemożliwy bez tego Uświadomienia. Praca bazuje na Piagecie i wyróżnionych przez niego typach u dzieci i młodzieży. Sartre’m i jego typach świadomości, Wilber’ze i wielu innych autorach. Mówimy o doświadczeniu bezpośrednim i o tym jak ono wygląda od strony aktywności mentalnej podmiotu.
  • @dr Wilczura 16:28:51
    >> Ale do dzisiaj nie wiem, co chciał w ten sposób
    >> powiedzieć Sokrates, jaką wyraził niniejszym
    >> koncepcję poznania. A wyraził?

    Ja również nie wiem co chciał wyrazić Sokrates tymi słowami. Przekonany jestem natomiast iż mają one głęboki sens pozbawiony sprzeczności jeśli przyjmiemy iż wiem - odnosi się do naszego świata wewnętrznego, a wszystkie nie wiem do zewnętrznego świata obiektywnnie istniejącego.
    To samo zdanie można wygłosić w kontekście STW. Nasze wiem w danym układzie odniesienia - że np. dwa zdarzenia są jednoczesne - oparte jest na założeniach ważnych jedynie w tym konkretnym układzie odniesienia, a nie w innych układach.
    W innych układach odniesienia te same dwa zdarzenia nie muszą być jednoczesne ponieważ tam obowiązują inne założenia. W każdym z tych układów obowiązuje założenie iż prędkość światła od nieruchomego w tym układzie źródła jest równa prędkości światła w przeciwnym kierunku czyli do źródła i jest równa c.
  • @Marcin Kotasiński 17:19:40
    Zgadzam się, iż wypowiedź Sokratesa ("Wiem, że nic nie wiem") jest w pewnym sensie przejaskrawiona, a raczej oddaje dysonans poznawczy. Blokada refleksji podmiotu poznającego. Może to katharsis, punkt zwrotny przed skokiem jakościowym na drodze samopoznania. Niebezpieczny regres.
  • @OK-OK 18:30:08
    Interesujące zestawienie, jak rozumiem, dwóch światów poznania, wewnętrznego kontra zewnętrzny - jako interpretacja Sokratejskiego powiedzenia - "Wiem, że nic nie wiem." Oczywiście, te światy poznawcze (wewnętrzny i zewnętrzny) harmonizują na poziomie meta świata, czyli nie są sprzeczne. Leon Chwistek sugerował nieskończoną liczbę światów - mimo, iż był przede wszystkim logikiem. Ale poznanie, o którym tu traktujemy, rozgrywa się raczej w konwencji trzech światów - sugestia Karla Raimunda Poppera, a po nim J. Ecclesa, w jego opisie procesów poznawczych człowieka, istoty poznającej samą siebie.

    Prędkości światła dwóch mijających się systemów - jeśli dobrze rozumiem intencję opisu "dwóch światów" poznających w ramach jednego. Tak, tego jednego błyskawicznego spotkania. Oczywiście, jeśli dobrze rozumiem - byłby to inspirujący opis.
  • @dr Wilczura 19:46:28
    Nie wiem czy to dysonans, bo wydaje mi się, że przy jego pomocy staramy się enigmatycznie tłumaczyć zrozumiałe zjawiska. Logicznie słowa Sokratesa to sprzeczność. Wydaje się, że miał na myśli, iż im więcej poznaje, choć spodziewa się zaraz odkryć odpowiedź. Poznając spostrzega, że wiedza rozszerza się wciąż bardziej, niż zawęża do jednej prostej odpowiedzi. Stąd niezręczne logicznie słowa mówiące, że nie ogarnia tego, co poznaje.
  • @Marcin Kotasiński 22:40:15
    Nie przeczę - można i tak interpretować. Jest Pan w dyskursie filozoficznym, a zarazem psychologicznym (chodzi o psychologię przynależącą do filozofii, tak, jak dawniej), umysłem ścisłym i racjonalnym. Gdy wspomniałem w związku z Pana artykułem pt. "Teoria treści i form świadomości Zbigniewa Zaborowskiego" o Sokratesie i jego słynnej wypowiedzi - chciałem trochę "narozrabiać," oczywiście, teorio-poznawczo. Dlaczego dosypałem garść piasku do kręcącego się koła machiny? Ponieważ okoliczności mentalne (i historyczne) wypowiedzi Sokratesa jednak odnoszą się do, powiedzmy, typu "poznania misteryjnego." Antyczni Grecy nie mieli jasnej projekcji strumienia świadomości - no, choćby takiej, jaką my posiadamy. To stwierdzenie bierze się z badań nad mitologią grecką. Antyczni Grecy projektowali jeszcze na zewnątrz zbiorowy świat wewnętrzny. I to był kontekst słów - "Wiem, że nic nie wiem."

    Współcześnie również mamy duże kłopoty z mentalnością poznawczą ludzi. I także w tym względzie występuje "postawa magiczna" podmiotu poznającego, który raczej projektuje swoje wewnętrzne obrazy, myśli, idee, niż chce poznawać zewnętrzne spectrum. Nie wszystko da się w tym wypadku wytłumaczyć naturą człowieka. Zatem człowiek mija się z poznaniem - dalej będąc podmiotem poznającym samego siebie. Chodzi o to, jak wejść w odpowiedni strumień samo-poznającej się świadomości. Choćby przekroczyć stan projekcji "treści magicznych." I moim zdaniem, słowa Sokratesa to sugerują. Czyli wyjście poza mentalną konwencję. Byłby to dopiero początek drogi ku poznaniu. Ku wiedzy uniwersalnej.
  • @dr Wilczura 12:41:35
    Nie rozumiem ostatniego akapitu, chyba. Czy postawa magiczna ma oznaczać ludzki irracjonalizm? Jak mam rozumieć przekroczenie postawy magicznej jako wejście w odpowiedni strumień samopoznającej się świadomości. Co to znaczy odpowiedni, jaki jest nieodpowiedni? Jeśli postawa magiczna ma oznaczać irracjonalizm, ten jest elementem „strumienia samopoznania”, nie ma nieodpowiedniego samopoznania. W samopoznaniu podmiot zawsze wybiera to, co uznaje dla siebie za najodpowiedniejsze, nawet jeśli prowadzi to przez doświadczenia powszechnie uznawane za nieodpowiednie. Nim wybierze to odpowiednie, musi poznać, dlaczego ono jest odpowiednie i dlaczego nieodpowiednie jest sobą. W procesie rozwoju świadomości, samoświadomości czy samopoznania, każdy element, który mamy w doświadczeniu jest zakładany. Jeśli jest to element „prymitywny”, jak ten „raczej projektuje swoje wewnętrzne obrazy, myśli, idee, niż chce poznawać zewnętrzne spectrum” (nie wiem o jakim spektrum mowa), to wskazuje sobą, że jest na pewnym ewolucyjnie wcześniejszym etapie samopoznania. Słowa Sokratesa, o ile dobrze rozumiem powyższy komentarz, mają być wyrazem wyżej dojrzałości względem cytatu, tak? Dlatego element ten stoi wyżej, na dalszym etapie poznawczym, dlatego Sokratesa znamy z historii, bo powiedział rzeczy przekraczające moment ewolucyjny swojej epoki, poznawczy moment ewolucyjny ludzi w ogóle. Być może piszę nieco o czymś innym, ale nie rozumiem jasno powyższego komentarza, drugiego akapitu.
  • @Marcin Kotasiński 17:54:54
    Napisałem w cudzysłowie "postawa magiczna, treści magiczne," czyli nie użyłem tych słów jako terminu lub pojęcia. Zresztą Pan, no, z powodu przedmiotu Pana refleksji, powinien brać po uwagę np. psychologizm, opisywany przez metodologię nauki, jako dość częsta skłonność, ułomność, tendencję, naukowców badających rzeczywistość (to nie dotyczy Pana, by nie było nieporozumienia) - to po pierwsze. Potem - ba. A co powiedzieć o psychicznym uwarunkowaniu tzw. zwykłego człowieka. Często te uwarunkowania blokują świadome samopoznanie - to po drugie. Natomiast spectrum to to samo, co dostępna wizja świata, ta wizja odnosi się do sanskr. Vidhia. Proszę zwrócić uwagę, jakie problemy mają z oglądem świata - czyli projekcją w siebie - Amerykanie. Stąd tendencja do hiper-realizmu (nie dostrzega Pan w tym "postawy magicznej," która zasłania poznanie, rzeczywistość? A rzeczywistość jest hiper realistyczna?) - to również ma duże konsekwencje dla rozwoju współczesnej nauki, dla stosowanych konwencji teorii poznania. Może inaczej - gdy patrzymy w lustro, to spodziewamy się ujrzeć zakrzywione odbicie? Czy dążymy do klarownej wizji? A przy tym zakładamy o jaką nam klarowność chodzi? Do tego wszystkiego - możemy mieć poznanie bezpośrednio - bez pośrednictwa obrazów, słów, dźwięków? Nieliczne osoby potrafią "poznawać poprzez dźwięki" (te słowa to subtelna przenośnia). Nie wspomniałem jeszcze o treściach magicznych determinujących postawę poznawczą wobec świata, które wstępowały w mentalności kultury starożytnego Egiptu - 14 poziomów opisu psychologicznego istoty ludzkiej. Ten spadek kulturowy zaciążył na mentalności poznawczej antycznej Grecji. A przecież antyczna Grecja jest ojczyzną filozofii poznania, racjonalnego poznania (czy nie odczuwa Pan trochę ekspresji magicznej w tym racjonalizmie?). Magizm to nie to samo co prymitywizm. Oczywiście, lepszym rozwiązaniem dążenie do uniwersalnego poznania.
  • @dr Wilczura 20:05:20
    Wytłumaczę jak rozumiem to, o czym pan pisze. Wszelkie uwarunkowania jakim podlega człowiek są poznawalne, poznajemy je od początku swojego istnienia i dobrze nam idzie, wszystko, co poznaliśmy i zmieniliśmy świadczy o tym, cywilizacja w sensie najwyższym. Zdolność przekroczenia uwarunkowań, czy zależności wynika z tego, że zostają one racjonalnie poznane i działaniem zmienione. Dlatego owa postawa magiczna jest przeze mnie rozumiana, jako irracjonalizm ludzki, zawsze mający udział w ludzkim myśleniu, ale przez poznanie udział ten zmniejsza się. Człowiek poznając racjonalizuje swoje wcześniejsze koncepcje i usuwa różne uwarunkowania. To jest proces samopoznania. Spektrum także nazywałbym coś innego, spektrum jest wypełnione tym, czego dotyczy, zupełnie, ludzkie wyobrażenia zawsze są wybiórcze.
    Wracając do postawy magicznej, czy irracjonalizmu. Ten zawsze obecny jest w ludzkim poznaniu, bo ono wyłania się z niewiedzy, mającej wyraz także jako naiwności. Stan ten zmieniany jest przez poznanie, przekształcenie nieuzasadnionych wiar, założeń, przekonań, tym samym uwarunkowań w to, co poznane zostało, że realnie funkcjonuje. Tu zawsze okazuje się, że zasadny jest racjonalizm, zawsze zrozumienie zjawiska i jego wyraz w działaniu pozwala przekroczyć irracjonalizm, postawę magiczną. Dlatego wreszcie, jak pan słusznie zauważa, w różnych okresach historycznych w różnym stopniu ludzie byli irracjonalni, ale wraz z poznaniem swój stan umysłu, wiedzy przekraczali. Nie widzę tu problemu. Pyta pan czy spostrzegam magię, irracjonalizm w filozofii greckiej, wpływ Egiptu, etc., owszem, widzę go nawet w całej historii filozofii i u wszystkich ludzi. Ale przede wszystkim widzę postęp, który sprawiał, że przekraczaliśmy kolejne elementy naszych nieuzasadnionych, niewypowiedzianych założeń odnośnie wszystkiego, nas i świata, poznawaliśmy siebie (świat to przedmiot). Dziś w filozofii widzę irracjonalizm, na przykład w tym, że nauka irracjonalnie wierzy, że przez nadmierny formalizm stanie się superprecyzyjna, superkomunikatywna, superzrozumiała, to wiara, która wisi nad nauką, jest meta, w obecnych czasach. W tym celu np. „rozgrzebuje” język i swoje spostrzeżenia, tworzy zagadnienia, których obecność wydaje się być sztuczna, odbiega od zasadniczych pytań i komplikuje cały obraz naszej wiedzy. Widzę też irracjonalizm amerykanów zachłyśniętych swoją różnorodnie uprzywilejowaną pozycją, historycznie uprzywilejowaną na co składa się więcej. To wszystko są sytuacje nadwyrężające naturę tych rzeczy/dziedzin. Ich dalsze nadwyrężanie, czyli rozwijanie postawy magicznej, irracjonalizmu, prowadzi do przewartościowania tej postawy w doświadczeniach wszystkich ludzi, naocznie spostrzeżone zostaje nadmierne oderwanie posiadanego poglądu magicznego względem realizmu. Prorokuję – nauka zgubi się w swoim dążeniu do formalizmu, stanie się to nie do wytrzymania, przykład/dowód – filozofia analityczna, która w swoim głównym wyrazie Kole Wiedeńskim załamała się, nie podołała konstrukcji myślowej, którą tworzyła, zaprzeczając przy tym swoim założeniom. To przykład tego, gdy gubi się elastyczność, coś staje się sztywne i pęka, gdy traci odniesienie do doświadczenia. Taki jest, staje się coraz bardziej język i metoda współczesnej nauki. Sama nauka ma ogrom magicznych założeń. Dziś panuje przekonanie, że postawa materialistyczna, „twarda” racjonalna wyrażana przez neuronaukę, kognitywistykę, etc., zdoła raz na zawsze udowodnić świadomość jako materialny mózg. Ile takich „kabaretowych” historii mieliśmy? Każda epoka historyczna, każdy dział nauki pojawiający się w historii to kamienie milowe przełamywania ludzkiego irracjonalizmu, przekroczenie zbytniego oderwania od Rzeczywistości, doświadczenia, które wcześniej narastało, aż do punktu, w którym uwidoczniło się tak, że spostrzegliśmy dokonując zmiany kierunku, w nauce, kulturze, prawie itd. Ale my zawsze pozbywamy się postaw magicznych, uświadamiamy sobie, że wierzymy w bajki i odkrywamy to, co ugruntowuje nas w Bycie, a tym jest zdolność zrozumienia Bytu we własnym umyśle, wyjaśnienia go w zgodzie z doświadczeniem i tym samym lepsze zrozumienie siebie – to samopoznanie. Samopoznanie to proces samopozbywania się złudzeń.
  • @Marcin Kotasiński 23:40:56
    Czytając Pana ostatnią wypowiedź, odnoszę wrażenie, że porozumieliśmy się w kwestiach zasadniczych wobec teorii i praktyki poznania. Praktyki również - właśnie dlatego akcentowałem (we wcześniejszych komentarzach do Pana artykułu pt. "Teoria treści i form samoświadomości Zbigniewa Zaborowskiego") aspekty: psychologiczny i historyczny (z terenu historii cywilizacji i kultury) w temacie przecież czysto filozoficznym, jakim jest teoria poznania. Czyli - tak, zgadzam się z Pana podsumowaniem. A nasz dyskurs jest bardzo ważny i aktualny (nie chcę używać emfazy). Co mnie szczególnie przekonało w Pana wypowiedzi? Dwie sprawy. 1, krytyka tzw. Szkoły Analitycznej (genetycznie związanej z Wiener Kreis). 2, krytyka amerykańskiego formalizmu naukowego. Szczególnie te dwie sprawy - pełna zgoda. Już na marginesie - trochę mnie zdumiewa, że na łamach internetowego pisma NE przeprowadziliśmy taką dyskusję.
  • @Marcin Kotasiński 22:40:15
    >> Nie wiem czy to dysonans, bo wydaje mi się, że przy
    >> jego pomocy staramy się enigmatycznie tłumaczyć
    >> zrozumiałe zjawiska. Logicznie słowa Sokratesa to
    >> sprzeczność. Wydaje się, że miał na myśli, iż im
    >> więcej poznaje, choć spodziewa się zaraz odkryć
    >> odpowiedź.

    Panie Marcinie - słowa Sokratesa nie zostały wypowiedziane w języku formalnym. Nie można zatem twierdzić iż logicznie stanowią sprzeczność. Posługując się językiem naturalnym przyjmujemy wiele niemych założeń. Język naturalny zostawia nam wiele możliwości interepretacyjnych poprzez budowanie ukrytego kontekstu nie wypowiedzianego wprost. Język formalny pozbawia nas takiej elastyczności.
    Analizując tych kilka słów należy zwrócić uwagę czy dziedzina do której odnosi się pierwsze wiem przed przecinkiem to ta sama dziedzina do której odnoszą się wszystkie nie wiem po przecinku w tym zdaniu.
    Oczywiście można zbudować taki przekład słów Sokratesa na język formalny w którym owe wiem i nie wiem dotyczą tej samej dziedziny i stanowią sprzeczność.

    Gdyby jednak interpretację tych słów można było ograniczyć tylko i wyłącznie do takiego przekładu na język formalny nie byłyby one tak znane i cenione.

    Ja przywołując kontekst STW który nie mógł być znany Sokratesowi z oczywistych powodów nie próbowałem tłumaczyć/wyjaśniać STW słowami Sokratesa.
    Użyłem za przykład STW ponieważ ta teoria uczy nas że wszystko co wiemy w jej ramach (o prędkościach, odległościach, czasie własnym itd) jest względne i oparte zawsze na założeniach związanych z konkretnym układem odniesienia.
    W innych układch odniesienia są stosowane analogiczne założenia - są one jednak sprzeczne z założeniami przyjętymi przez nas w naszym układzie odniesienia czyli tym konkretnym. A STW mówi nam iż żaden z tej nieskończoności różnych układów odniesienia nie jest godzien wyróżnienia. Nasz układ wyróżniamy tylko dlatego że w nim się znajdujemy tu i teraz, a co za tym idzie używamy załóżeń z nim związanych tzn. że świało od nieruchomego źródła do zwierciadła pokonuje dystans w tym samym czasie co w stronę przeciwną tzn. od zwierciadła do źródła.
    STW mówi nam iż to załóżenie nie jest prawdą absolutną i użyteczne wnioski z niego ograniczają się tylko do naszego układu odniesienia.
    Dzięki takiemu podejściu zwolnieni jesteśmy z poszukiwania prawdy absolutnej i wyróżnionego układu odniesienia. Taki relatywizm uczy nas że to co wiemy oparte jest na założeniach które dla nas są użyteczne w naszym układzie odniesienia. Kryterium naszej wiedzy jest tu użyteczność założeń i wniosków płynących z nich.

    Jednak w całej nieskończoności innych układów odniesienia nasze założenia są bezużyteczne - musimy tam stosować załóżenia analogiczne do naszych lecz nie nasze !! Stąd nasza relatywna wiedza i ograniczona użyteczność naszych załóżeń ( ograniczona do naszego układu odniesienia) w sensie absolutnym jest brakiem wiedzy i brakiem możliwości użytecznego stosowania tych założeń do pozostałych układów odniesienia.

    Przykładowo gdy źródło światła porusza się w naszym układzie z prędkością 0.9 c i wysyła promień światła w kierunku w którym się porusza to wg. naszych założeń światło oddala się od owego źródła z prędkością 0.1 c i w naszym układzie odniesienia nasze założenie prowadzi do użytecznych a przez to prawdziwych wniosków - stanowi to naszą wiedzę.
    Jednak w każdym innym układzie odniesienia użyteczne założenia są nieco inne i to właśnie one są stosowane w poszczególnych układach odniesienia.
    Przykładowo w układzie odniesienia w którym nasze źródło z powyższego przykładu spoczywa to nasz układ odniesienia porusza się z prędkością 0.9 c , a prędkość promienia światła względem owego źródła wynosi w próżni oczywiście 1.0 c z założenia !!
    I nie ma tu żadnej logicznej sprzeczności panie Marcinie pomimo tego iż chodzi o dokładnie to samo źródło światła w dokładnie tym samym stanie fizycznym.

    Sprzeczności brak ponieważ owe załóżenia dotyczą odmiennych układów odniesienia - mówiąc inaczej odmiennych dziedzin. Każde z tych pozornie sprzecznych założeń w swojej dziedzinie prowadzi do użytecznych wniosków, trafnych przewidywań itd.

    Gdy zrozumiemy ten fakt STW staje się bajecznie prosta ;) Nowicjusze jednak nie mogą zwykle przyjąć tego faktu do wiadomości ponieważ są przekonani iż tylko prawda absolutna może prowadzić do trafnych przewidywań i słusznych wniosków. I dla nich STW jest potwornie trudna i niezrozumiała.
    Wniosek - wstęp do STW powinien być nauczany na lekcjach filozofii bądź psychologii poznania, a nie na lekcjach fizyki ;)
    Przykład powyżej polecam uwadze również dr Wilczura.

    Pozdrawiam
  • @dr Wilczura 12:37:08
    Dlaczego dziwi pana miejsce dyskusji, jest ono na obecne czasy względnie normalne?
  • @OK-OK 15:19:15
    Nie potrafię wypowiedzieć się na tak wiele zagadnień w przyzwoicie zwięzły sposób. O Sokratesie powiedziałem, logicznie zdanie jest fałszywe, sensu nabiera wtedy, gdy się je rozwinie.
  • @Marcin Kotasiński 23:25:23
    Panie Marcinie.
    Nie jest moim zamiarem zaśmiecać tutaj dyskusję rozwijaniem pobocznego wątku. Dla mnie jednak zdanie pozbawione sensu nie jest ani fałszywe ani prawdziwe. Do nadania wartości logicznej zdaniu potrzebny jest zwykle sens. Chyba że się umówimy że zdanie pozbawione sensu jest z definicji fałszywe.

    Skoro mój poprzedni wpis jest zbyt rozbudowany by się do niego odnosić spróbuję przedstawić prosty przykład zdania logicznie posiadającego sens i prawdziwego, które pozornie wygląda na sprzeczność/zdanie fałszywe.

    " W zamku stoi but, który zawiera zamek."

    Jeśli przyjmiemy że zamek przed przecinkiem to ten sam zamek co po przecinku wtedy w zdaniu dostrzegamy sprzeczność. Zamek zawiera but kontra but zawiera zamek.

    Jeśli jednak pamiętamy że zamek jest słowem wieloznacznym i założymy iż w tym zdaniu słowo to występuje w dwóch znaczeniach - jako budowla oraz w drugim jako rodzaj zapięcia buta wtedy w tym zdaniu nie ma żadnej sprzeczności choć w określonych okolicznościach może być ono fałszywe.

    Podając w poprzednim wpisie przykład STW chciałem jedynie zwrócić uwagę iż słowo wiem w daniu Sokratesa można również traktować jako słowo wieloznaczne.

    Pierwsze znaczenie słowa wiem to wyrażenie stanu posiadania przekonania. Zamiast tego "wiem że" możemy powiedzieć: "posiadam przekonanie że".

    Drugie znaczenie wiem - to posiadanie przekonania o posiadaniu jakiejś cząstki prawdy absolutnej.

    Jeśli podstawimy te znaczenia do zdania Sokratesa otrzymamy zdanie: "Posiadam przekonanie że nie posiadam nawet najmniejszej cząstki prawdy absolutnej."
    Czyli wszystko co wiem to tylko prawda relatywna o ograniczonym zakresie stosowalności lub zwykłe złudzenie czyli fałszywe/błędne przekonania.

    Zadnia Sokratesa nie musimy rozwijać - wystarczy że wiemy iż słowo wiem może posiadać wiele znaczeń zależnie od kontekstu podobnie jak słowo zamek.

    Gdy wiemy powyższe wtedy twierdzenie iż logicznie zdanie Sokratesa jest fałszywe w oczywisty sposób uznajemy za nieuprawnione/nadinterpretację.
  • @Marcin Kotasiński 23:10:26
    Mnie dziwi to, że można w necie prowadzić dyskusję o problemach filozoficznych. Swego czasu Stanisław Lem był porażony rozmiarami głupoty - którą prezentuje internet. Może dlatego :)
  • @OK-OK 09:42:31
    „" W zamku stoi but, który zawiera zamek."”
    To nienajlepszy przykład, wszystko, co się tutaj dzieje, to manipulowanie dwoma znaczeniami słowa zamek. To jest zwykłe zdanie mające sens, prawdziwe, jedynie robiące sztuczki ze znaczeniami. Równie dobrze można napisać „w zamku stoi but, który zawiera suwak”.

    „"Posiadam przekonanie, że nie posiadam nawet najmniejszej cząstki prawdy absolutnej."”
    To zdanie jest fałszywe, ponieważ „posiadam przekonanie” jest wyrazem posiadania wiedzy najwyższego rzędu, względem wszystkiego, co dalej zdanie to powie. To potwierdza druga połowa zdania odnosząca się do Prawdy absolutnej, wiedzy najwyższego rzędu. Pierwsza połowa mówi tutaj „jestem czymś więcej niż Prawda absolutna, bo mam o niej opinię”, którą jest druga połowa zdania. Wskazuje na siebie jako Prawdę absolutną(!), wypowiada się na temat tego, co uznaje za tę Prawdę, przyporządkowuje ją sobie. Gdy to robi i mówi, że „nie posiadam wiedzy o Prawdzie absolutnej”, kłamie, bo najpierw twierdzi, że ją ma, gdy wypowiada wiedzę-opinię o wyższym poziomie ogólności niż Prawda. To zdanie jest fałszywe.

    To samo ze zdaniem Sokratesa, mówi, że posiada wiedzę o najwyższej wiedzy, która polega na tym, że nie ma takiej wiedzy, że zbiór jest pusty, choć zawiera się w nim pierwsza połowa zdania.
  • @Marcin Kotasiński 14:15:17
    >> To zdanie jest fałszywe, ponieważ „posiadam
    >> przekonanie” jest wyrazem posiadania wiedzy
    >> najwyższego rzędu, względem wszystkiego, co dalej
    >> zdanie to powie.

    Jak już wspominałem nie wiem co dokładnie chciał nam powiedzieć Sokrates w swoim zdaniu. Jestem tylko laikiem i amatorem w takich dyskusjach.

    Wiem natomiast doskonale co ja chciałem powiedzieć w swoim zdaniu panie Marcinie ;)

    Otóż moje przekonanie nie jest bynajmniej rozumiane przeze mnie jako wyraz posiadania wiedzy najwyższego rzędu. Jako socjotyp krytyka posiadam krytyczny stosunek także do swoich przekonań. I jeśli już stopniujemy wiedzę to ja swoje własne przekonania utożsamiam z wiedzą najniższego rzędu.
    I robię tak nie dlatego aby z Panem się spierać, lecz z powodu który moim zdaniem posiada jak najbardziej logiczne uzasadnienie.
    Kiedy odczuwam posiadanie przekonania nie mam pewności czy jest ono uzasadnione czy też nie jest. W końcu jestem tylko omylnym człowiekiem.
    Przekonanie wg. mnie powstaje jako efekt kompromisu. Na wykonanie jakiegokolwiek zadania intelektualnego posiadamy skończone zasoby mocy obliczeniowych/intelektualnych oraz skończony limit czasu. Jeśli stawka jest wysoka a my nadal posiadmy cień wątpliwości wtedy do kompromisu nie dochodzi i stwierdzamy że nie mamy zdania w danej kwestii.
    Gdy korzyści z posiadania przekonania przeważają nad skutkami potencjalnej omyłki wtedy dochodzi do kompromisu. Wtedy też mogą powstawać iluzje. Przekonaniom towarzyszą reakcje fizjologiczne które często nie podlegają kontroli naszej woli.
    Część przekonań powstaje bez udziału naszej woli i tu też jest miejsce na iluzje.

    Jak widać przekonaniom daleko do wiedzy najwyższego rzędu. Jest to wiedza często bardzo nietrwała lub wręcz zaprzeczenie wiedzy.

    Problem leży w ubóstwie naszego języka. Gdybyśmy mieli do dyspozycji na określenie naszej wiedzy choćby połowę tej liczby terminów jaką mają Eskimosi na określanie śniegu wtedy nie byłoby tej części dyskusji.
    Gdyby natomiast Sokrates swoje wiem traktował jako wyraz wiedzy najwyższego rzędu wtedy powiedziałby : "Wiem że nic ponadto nie wiem".

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930