Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
95 postów 125 komentarzy

Poznanie

Marcin Kotasiński - Blog Marcina Kotasińskiego o filozofii, psychologii, naukach ścisłych i duchowości. PoznaniePoznania.pl

"Mogą" istnieć dwa rodzaje prawa

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Prawo i jego dzisiejsza realizacja w refleksji

 

Pierwsze i faktycznie jedyne, Prawo, które, zgodnie ze znaczeniem, jest tylko uzgadniającym, jego celem jest tylko łączenie, bez odrzucania. To Prawo idzie w zgodzie z Naturą. Dzięki łączeniu namnaża Byt, czyni go większym, silniejszym i pewnym. Takiego prawa nie trzeba bać się, można mu ufać, ono nas uzgadnia, zgodą zastępując sprzeczności.

 

Drugie „prawo”, które istnieć nie może, ale istnieje. Nie może, bo pozwala na sprzeczność, która dzieli i redukuje Byt, w konsekwencji jest prawem nieistnienia. Może istnieć, bo uzyskuje przyzwolenie od tych, którzy nie znając prawa zgodnego i jego skuteczności, ale chcąc dysponować prawem do dominowania nad innymi, dopuszczają istnienie sprzeczności, w praktyce bezprawia w prawie. Taki twór, to pasożyt odżywiający się tym, co uzgodnione. To "prawo" niesamodzielne, bo samodzielnie prowadzi do zniszczenia, nieistnienia.

 

Pierwsza trudność tkwi w tym, że istniejące prawo dopuszcza jako zgodne stosowanie przemocy fizycznej, na którą zgody nie ma; wyjątek nie uzasadnia reguły, narusza ją. Tu tkwi sprzeczność i nierówność wobec prawa, bo domaga się wobec siebie nietykalności, ale przyznaje sobie prawo do jej naruszania. Jasne, że przyzwolenie na stosowanie przemocy fizycznej, komuś kto złamał prawo stosując tę przemoc bez trafnego uzasadnienia, brzmi jak absurd. Z drugiej strony stosowanie przemocy, wobec kogoś kto w ten sposób nie złamał prawa, zamiast trafnego uzasadnienia, aby stawić się np. na rozprawę jest nieuzasadnionym przekroczeniem kategorii, z komunikacji werbalnej, na fizyczną. Jeśli się nie stawia, a wie, że może/powinien, sąd rozważa sprawę w oparciu o to, co dostępne. Obecne, przekazywanie korespondencji bez informacji zwrotnej, że dotarła należy do tej reguły. Jednak w kontekście przemocy potrzebne jest inne rozwiązanie, wywołanie przekonania u podsądnego, że stawienie się jest dobrym rozwiązaniem prowadzącym do uzgodnienia, nie skrzywdzenia. Drugie powstaje, gdy prawa nie ma, gdy w społeczeństwie rządzi taka opinia, do niej dopuszcza wymiar sprawiedliwości, gdy nie działa – właśnie mamy z tym do czynienia.

 

Druga trudność tkwi w tym, że hasło „wszyscy są równi wobec prawa”, jest realizowane względnie. Względność wynika z niejawnego uznawania, iż równiejsi są ci wpływowi, dysponujący władzą fizyczną albo ci, którzy dysponują władzą autorytetu, gdy w ich świetle druga strona jest „nikim”. To niedopuszczalne, ale dzieje się.

 

Z co najmniej tych dwóch, ogólnych powodów obecne prawo stanowione jest prawem pomieszanym. Jest prawem, w którym w sposób nieuzgodniony związane jest prawo zgodności i sprzeczności. Jest tu niejasne stosowanie prawa i niejasne decyzje sędziów wyrażające nieliczenie się z podsądnymi, którzy, aby ulegli uzgodnieniu z prawem muszą je rozumieć. Tu zresztą tkwi źródło sprzeczności, sędzia nie jest równy, jak inni, wobec prawa. On na sali sądowej jest prawodawcą i strażnikiem prawa, ma być wzorem prawości. W praktyce jest kimś innym, na co pozwala mu niejasno zdefiniowane pojęcie niezawisłości, które dzięki temu łatwo nadużywać, szczególnie wobec ludzi w prawie i zwyczajach niezorientowanych. Jego niezawisłość musi mieć źródło w jego bezwzględnym osobistym przestrzeganiu prawa, to rzecz praktyczna i codzienna, nie przypisane pojęcie, które w dodatku nie jest weryfikowane. Dodatkowo, komu podsądny może skutecznie poskarżyć się, skutecznie tak, aby zrobić porządek z nieporządnym sędzią? Kolejne sprzeczności w systemie uzgadniania ludzi. Można podobnie pisać o prokuratorach, adwokatach, Policji, wszystkich mających władzę w prawie i mogących decydować jednostronnie o zdarzeniach fizycznych, o życiu jednostek nie mających mocy nagłośnienia swojej sytuacji. Można składać skargi, wnioski, pozwy, wikłać się w system, dawać okradać się z życia przez rozwlekłość, pozwalać na wysysanie swojej życiowej energii, równowagi, zdrowia, pieniędzy.

 

Nadto można wspomnieć o tym, że prawo chroni w pierwszym rzędzie przedmioty, w drugim podmioty. Chroni system państwowy i jego własności, bo obywatel to masa, nie jednostka. Jeśli ktoś obsika mur dostanie mandat na miejscu. Jeśli mieszkaniec w obronie tego muru zostanie uderzony musi dowodzić tego przed sądem, wikłać się w czyjąś winę i swoja szkodę ponosząc dalsze szkody w czasie, pieniądzach, poświęconej energii.

 

Praktycznie, istniejący Wymiar Sprawiedliwości bliższy pozostaje prawom barbarzyńskim, niż prawu zgodności, choć jego barbarzyństwo jest skrywane. Rozumiem ostrość tego osądu. System prawny wykorzystuje swoją pozycję dominanta, tworzy nierówność, więc sprzeczność i jest nieżyczliwy. Co znaczy, że faktycznie władają ludźmi inne prawa, niż te zapisane w kodeksach. Prawem nadal jest dysponowanie większą siłą i wpływami, a więc dowolność w stosowaniu swojej przewagi. Istniejące prawo, a szczególnie sposób jego realizowania sam z siebie tworzy bezprawie wykorzystując swoją dominująca pozycję, następnie stawia podsądnego, który mu się sprzeciwia w opozycji do siebie, mimo iż ta sprzeczność to twór tego systemu. Tworzy bezprawie w swoich ramach i w ten sposób daje nam znać, że dopuszcza ileś bezprawia, byle pozostało niewidoczne, imitowało prawo, tworzyło niejasność i czyni je prawem przez stosowanie autorytetu; znów zmienia kategorię, z racjonalnej na moralną. Daje znać, że bezprawie można, czego uczy? Zabawia się naszą potrzebą życia w zgodzie i sprawiedliwością, aby zyskać ulotną władzę i trochę drobnych; grupa szkodzi wielkiej gromadzie na długi czas. Pojawiła mi się myśl, że mogą być jacyś autentyczni, trzeba ich znaleźć, by nieprzepadli. Ale czy są tacy, gdy nie wiadomo, co to jest prawo zgodności? Może być ktoś z autentyczną intencją.

 

Dlatego, uogólniając, istniejący system prawa stanowionego to monopol na prawo do przemocy w bardzo różnych formach (przemoc to blokowanie czyjegoś postępu w obliczu powszechnego prawa do postępu), nie jest to prawo zgodności wszystkich ze wszystkimi. Przemocy nie stosuje, jeśli podsądny sam staje się posłuszny, uznaje wyższość czyjegoś prawa do zdominowania siebie i narzucenia sobie rozwiązań, czyli daje się skrzywdzić, rezygnuje z siebie. Jeśli nie daje, przemoc ujawnia się coraz bardziej, co obnaża system, to dopiero daje jasność, gdzie jesteśmy, aby go pokonać trzeba dużo więcej. To prawo dominowania zasłania się wytworzonymi formami kultury, ubioru, obyczaju, imituje formami prawo zgodności, bo ładne, zgodne, więc usypia nieuważnego. Z drugiej strony, gdy ktoś naruszy tę fasadę, spotka przemoc jakiegoś rodzaju, że sąd obraża itp., choć umowy z sądem nie zawarł, że płaci, gdy coś naruszy. Wszystko oparte jest na dominacji siłą. Nie znajduje zgodnego uzasadnienia, którego trafność ma siłę przekonującą i przywraca porządek. Zgodne prawo to zgodne formy i znaczenia, czyli rozwiązania, na które zgadzamy się, bo w oparciu o dowody i spajające je argumenty/wyjaśnienia są uzasadnione i pozwalają się jasno zrozumieć. Nawet jeśli zanurzyć się w szczegóły, rozwiązanie pozostaje trafne.

 

Taki stan rzeczy jest o tyle zrozumiały, choć o dopuszczaniu trudniej mówić, że prawo ewoluuje wraz z umysłami ludzi je tworzących i realizujących. Nie doszli jeszcze do myśli wyższej, zmagają się z bezprawiem prawa, uwikłani są w sprzeczności, w tym układy wpływów, co najgorsze. Jeśli ktoś z poza ich środowiska słusznie wystąpi wobec tego prawa, kwestionując je, trafia celnie w punkt, w którym nie ma jasności, gdzie brakuje prawa. Wtedy staje się mistrzem, ale musi oszukać ich osobowości i zająć pozycję ucznia, aby uniknąć łatwej chęci zdominowania przemocą, wynikającą z faktycznej nierówności ludzi wobec prawa, z monopolu jednych i wymuszonego poddaństwa innych. Nie może liczyć, że powszechne jest zachowywanie ostrożności i życzliwość, że tworzący prawo nie porzucą naturalnej intuicji o zgodności, istoty prawa, gdy spotkają się z nową dodatkową trudnością, jaką jest wystąpienie wobec ich prawa. Łatwiej przecież łamać prawo w skrytości, aby stłumić wystąpienie z wykorzystaniem pozycji dominanta. Proszę skończyć z wmawianiem mi, że istnieją autorytety moralne. Tak istnieją, w nędznym stanie, że gdy spojrzeć, co mają w cieniu dojrzymy podłość, najmniej skłonność do niej. Jeśli ktoś ma do czegoś żądzę, nie ma autorytetu, taki możliwy jest jeśli zobojętniał na żądze. Człowiek tego nie zrobił, inaczej przekroczyłby siebie.

 

Reasumując mowa o tym, że istnieje jedno Prawo Naturalne, to wyłącznie uzgadniające, które ulega poznaniu w sposób stopniowy, od postaci barbarzyńskiej do pełni uzgodnienia, gdy wiadomym staje się, że sędzia, prokurator i każdy inny prawnik musi być życzliwy, nieobojętny, aby poznać starannie, wczytać się w krzywdę/stratę i uzgodnić sytuację, buduje społeczeństwo. W "międzyczasie", pomiędzy barbarzyństwem i pełną zgodą stopniowo spada nasycenie prawa sprzecznością, ale tylko gdy realizujący prawo wykorzystują naturalne własności, słuchają i poznają, zamiast w zaślepieniu swoim monopolem dominować tym wysublimowanym dziś barbarzyństwem.

 

Rozszerzając jeszcze, to wszystko dotyczy nas wszystkich, nie jedynie sędziów, prokuratorów, adwokatów i innych prawników, aby zawsze uzgadniać, wyjaśniać Prawdę, zamiast jakoś „chować głowę w piasek”. Każdy w swoim zachowaniu pokazuje innym, co jest jego celem, pozwala się czytać, i uczy ich, co myśli o swoich ideałach Prawdy, Miłości, Wolności czy Sprawiedliwości i o sobie, czy jest wart tych ideałów.

 

KOMENTARZE

  • @Autor
    Te rozważania "filozoficzne" są mieszaniem w głowach ludzi przez "naukowców".

    Należy odrzucić prawo jako regulatora relacji społecznych, a powrócić do pojęcia ładu.
    I to wszystko.

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930