Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
84 posty 109 komentarzy

Poznanie

Marcin Kotasiński - Blog Marcina Kotasińskiego o filozofii, psychologii, naukach ścisłych i duchowości. PoznaniePoznania.pl

Rozpoznaj nadrzędność uświadomionego istnienia

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Szukamy siebie w samoświadomości

Chcąc poznać własne istnienie możemy mu przyglądać się identyfikując je pośród wszystkiego tego, co wraz z nim występuje. Zwykle identyfikujemy siebie z własnym ciałem znajdowanym zawsze w jakimś konkretnym otoczeniu zmysłowym. To, że otoczenie jest wobec nas i że jesteśmy jego odbiorcami wiemy, bo nie doznajemy za pomocą otoczenia tak, jak za pomocą ciała. To świadectwo, że doznaje ciało, nie przedmioty w otoczeniu. Mówi nam to, że otoczenie jest wobec nas. Nie jest nami, choć z wyższej perspektywy można dojść do wniosku odmiennego, bo jesteśmy z nim zintegrowani znajdując się w nim, ale to temat osobny. Niezależnie od tego, doznania ciała i brak doznań w przedmiotowym otoczeniu sprawia, że własne istnienie identyfikujemy z ciałem i w ciele. Ale jednocześnie można łatwo zauważyć, że doznania ciała są różne, inaczej czuje się własne istnienie, kiedy dotyka nas coś w nogę, a inaczej, kiedy dotyczy to głowy. W ogóle, to poszukiwanie siebie w ciele można uprościć. Łatwo zauważyć, że to nasze istnienie jako ciało, z którym identyfikujemy siebie ukazuje różne doznanie naszego istnienia zależnie od jego miejsca.
 
Każdy z pełną i niepodważaną oczywistością identyfikuje siebie ze swoim ciałem. Każdy powie „ja to moje ciało” uznając, że bez niego trudno mu wiedzieć o sobie. Ale czy, aby na pewno? Warto to sprawdzić, może to tylko pośrednik. Dostrzec można przy tym, że różnie identyfikujemy ciało ze sobą. Inna jest własna obecność, kiedy zastanawiamy się i szukam jej w nodze, a inna w innej części ciała. Inność polega tutaj na bezpośredniości odczucia własnego istnienia. Ono zawsze jest takie samo, kiedy identyfikujemy siebie w nodze, ręce czy brzuchu, zawsze „ja jestem tutaj ten sam”. Odczucie siebie, jako ten sam byt nie zmienia się. Różnica tego samego odczucia siebie polega na bliskości obcowania z sobą. Inna jest bezpośredniość siebie. Dlatego w celu odnalezienia prawdziwego centrum identyfikacji własnego istnienia, siebie z sobą, przyjrzyjmy się po kolei tym wrażeniom płynącym z ciała, kiedy identyfikujemy siebie w różnych miejscach naszego całego cielesnego bycia.
 
Na przykład, starając się rozpoznać własne istnienie w nogach, utożsamiając własne odczucie istnienia z doznaniem płynącym z nóg. Gdy to robimy, wyraźne staje się, że to odczucie siebie różni się od tego samego doznania, jakie mamy z sobą bez pośrednictwa nóg. Gdy tylko namyślamy się nad odczuciem siebie tym, co doznajemy, gdy pytamy „kim ja jestem”? Różnica polega na bezpośredniości, z sobą identyfikujemy się bardziej bezpośrednio niż z nogami. Czy można w takim razie powiedzieć, że jesteśmy własnymi nogami, skoro nie jesteśmy nimi tak bezpośrednio? Na nogi można spojrzeć jak na coś, co mamy razem ze swoim istnieniem odczuwanym bezpośrednio, to przedmiot zapośredniczający nasze istnienie, bo bez nich jest ono dostępne wprost. Być może nie dość czytelnie, zbadajmy sprawę bliżej.
 
Podobnie rzecz ma się z rękoma, kiedy staramy się dotrzeć do swojego istnienia w nich, one tak samo ujawniają to istnienie w sposób „uzewnętrzniony”. To istnienie w rękach pojawia się wraz z doznaniem zmysłowym rąk, przyzwyczajeniem do nich, widokiem tych rąk, które od zawsze uznajemy za własne. „Uzewnętrzniają” je w stosunku do odczucia siebie, jakim dysponujemy będąc sobą. Tym sobą, który obserwuje ręce i napływające doznania. Tutaj również występuje wrażenie bycia niebezpośrednio własnymi rękoma. Czujemy nimi siebie inaczej, są bardziej oddalone od źródła, które je spostrzega. Należą do tego bycia, ale jako jego rozwinięcie. Samo to bycie sobą spogląda na ręce z miejsca znajdującego się ponad nimi. Rękoma także nie jesteśmy z najwyższą bezpośredniością taką, jakiej należy oczekiwać po istocie własnego jestestwa.
 
Dalej, tułów, identyfikowanie własnego istnienia jako tułów znowu ukazuje różnicę z istnieniem oglądającym, oglądającym to bycie tułowiem. Także tutaj występuje niebezpośredniość bycia tą częścią ciała. Tułów pozwala na to, aby spostrzegać go jako istnienie znajdujące się wobec istnienia zasadniczego, którym jesteśmy wprost i w którym identyfikacja z sobą jest najbardziej bezpośrednia. Tułów też nie jest w pełni nami, ciągniemy go wraz z rękoma i nogami swoim zasadniczym bezpośrednim byciem sobą w umyśle.
 
Zbliżyliśmy się do miejsca, w którym własne istnienie wydaje się być najbardziej bezpośrednie, do głowy. Przyjrzyjmy się dokładniej czym jest, gdzie jest i jakie jest nasze istnienie skoro podjęta próba odszukania siebie w ciele prowadzi do tej części naszej cielesności. Podczas poszukiwania siebie w głowie także zauważamy, że odczucie istnienia jest inne w różnych częściach. Inaczej jako siebie odczuwamy tył swojej głowy, gdzie siebie nie widzimy. Inaczej spostrzegamy prawą i lewą stronę głowy. Te części podobnie jak jej tył są wobec nas dalej, są w jakiś sposób doznawane z oddalenia w stosunku do bezpośredniości odczucia istnienia. To odczucie siebie podczas tych prób samo-odnalezienia cały czas pozostawia wrażenie bycia bardziej przy nas, tożsamość jest tu bezpośrednia.
 
Idźmy dalej, twarz, którą posługujemy się na co dzień jak przedmiotem, jakimś zmiennym kształtem do pokazywania siebie innym. Na jej podstawie jesteśmy rozpoznawani, że ja, to ja, nie ktoś inny. Kiedy porównujemy poczucie własnej obecności jakie mamy, z odczuciem bycia twarzą, nosem, brodą, ustami, oczami, policzkami, okazuje się że ta twarz i jej części jest jak zasłona, coś stojącego przed tym czym jesteśmy. Możemy poruszać ustami, czy nosem, pozostając nieruchomi w myśli, jak obserwator tych ruszających się przedmiotów. Skąd ta różnica? Mówimy o ubieraniu masek, dotyczy to zachowań udawanych, taką maską jest właśnie twarz kiedy za jej pomocą ktoś, coś udaje. Wtedy używa twarzy jak maski, za którą ukrywa to, kim jest naprawdę, używa jej do pokazywania czegoś innego. Kiedy wyrażamy autentyczność, wtedy ten za nią jest z nią zintegrowany, bezpośrednio wyraża siebie. Wtedy jego myśl jest tożsama z zachowaniem twarzy, poruszają się razem. Spostrzeganie różnicy w odczuciu istnienia pomiędzy twarzą a miejscem, w którym to istnienie naprawdę jest, okazuje się być trafne. To, że sterujemy twarzą jakby jakimś „zewnętrznym” przedmiotem, znaczy tyle, że ktoś jest zasłonięty przez twarz, nie jest nią najbardziej bezpośrednio. Co z tego całego odróżniania odczucia bycia sobą od wymienionych przedmiotów pozostaje?
 
Możemy zlokalizować punkt w naszej głowie, który odznacza się największą bezpośredniością istnienia, w okolicy kilku centymetrów od góry, punktu, w którym łączą się płaty czołowy czaszki z ciemieniowymi lub kilka centymetrów za oczami. W tym miejscu czujemy siebie najbardziej bezpośrednio. Tylko, że ten punkt w ciele, gdy spoglądamy w niego swoją świadomością jest bardzo niecielesny. Gdy go obserwujemy nie obserwujemy osobnego organu, w którym mielibyśmy siedzieć. Jest tam mózg, ale ten sam mózg jako jedna struktura rozciąga się także w innych częściach głowy, w których odkryliśmy już doznanie siebie z oddalenia. Jego jedność sugeruje, że nasze istnienie w mózgu, odczucie siebie w nim powinno być wszędzie takie samo. Tymczasem nie jest, części odpowiedzialne za widzenie czy słuch znajdują się obok tego niewielkiego centralnego punktu bezpośredniego spostrzegania siebie. Podobnie jak obok głowy znajduje się tułów, ręce i nogi. Ten punkt najbardziej scentralizowanego bycia sobą, to nie jest jakiś migdał albo coś cielesnego osłoniętego przez mózg. Ale jest to ośrodek, który nie posiada wyraźnych granic, bo jego doznanie rozciąga się osiągając słabszą wyrazistość poza swoim centrum bezpośredniości, o czym świadczy relatywność odczucia bycia w reszcie mózgu, głowy i ciała. Spostrzegamy go jako punkt centralny, w którym koncentruje się myśl o sobie samym. W tym sensie osłania siebie, że koncentruje się na sobie, czyli obejmuje myśleniem, to doznanie siebie. Tu jest świadomość siebie, myślenie siebie w tym środku oglądane jako przeżycie, odczucie siebie. Ogląda się je jako to, że coś tu istnieje i spostrzega, że istnieje, wie o sobie. To jest istnienie i identyfikacja tego istnienia jako siebie w myśleniu o nim. Nie jest to ciało, nie ma tu twardości kości, czy miękkości skóry, ale jest to myśl, która sprawdzając, że istnieje, odnajduje je w tym właśnie momencie pomyślenia o sobie, jako doznaniu siebie. Odnajduje je, bo myśli o nim spostrzegając, że jest tym, co myśli, to jest samoświadomość.
 
To jest tak, jakby wziąć ten ośrodek własnej obecności „do ręki”, rękę postawić przed nos i obejrzeć go tak, jakby był w ręce, jak przedmiot. Kiedy tak robimy dostrzegamy, że myślimy własne myślenie, widząc je przed sobą. Czynimy z siebie przedmiot własnego myślenia, pozostając równocześnie podmiotem myślenia. Stwierdzamy, „tu istnieję”! Stwierdzamy, że to istnienie, przeżycie następuje w oku świadomego myślenia. Mamy świadomość własnej świadomości. Jedna świadomość istnieje, druga poznaje, że istnieje będąc źródłem istnienia, bo potwierdza istnienie jego poznaniem. Ale jako takie nie ma tu mózgu, głowy i reszty cielesności, cielesność została gdzieś odsunięta, „wyszła” poza pole poznania. W tych częściach, czy dzięki nim mamy świadomość, że jesteśmy tożsami z ciałem, ciało umożliwiają stwierdzenie własnej obecności świadomie, ale to nie ono w istocie stanowi o naszym istnieniu. Istotą jest myśl „(to) ja!” myśląca siebie świadomie. To jest akt świadomej samoświadomości odkrywany ponadcieleśnie, gdy poznania siebie szukamy dostrzegając różnicę w doznaniu siebie w ciele, a tym którym wprost jesteśmy. Tak blisko, że trudno dostrzec różnicę, tę jaką potrafimy dostrzec porównując doznanie siebie i doznanie ciała.

KOMENTARZE

  • Doskonały post,
    rozluźniający troszkę na tym portalu dominującą atmosferę zagrożenia i konfrontacji. Bardzo potrzebny, czekamy na następne o tej tematyce.
  • @ZBYSZEK49 20:29:56
    Wielkie dzięki, poczułem się zbudowany przez zaskoczenie.
    Bardzo miłe. :)
  • Od środka i od zewnątrz.
    "tułów, identyfikowanie własnego istnienia jako tułów znowu ukazuje różnicę z istnieniem oglądającym, oglądającym to bycie tułowiem"

    Tym dualizmem żywego samoczującego/aktywnego bycia i zewnętrzego oglądu/przedstawienia zajmował się Arthur Schopenhauer w "Świat jako wola i przedstawienie"

    http://hamlet.edu.pl/schopehauer-ontologia
  • Myślę więc jestem?
    A teraz mi proszę pokazać osobę, która wskazując na siebie, mówiąc "ja" wskazuje na swoją głowę.

    Na tej samej zasadzie z pewnością robot, AI ( niektóre utworzyły własny język, niezrozumiały dla człowieka) mógłby wskazać jakiś ośrodek w swoim systemie, który by utożsamił z własnym istnieniem, bo jest stamtąd sterowany. Ludzie jednak to nie tylko myśli i mówiąc o sobie wskazują na "serce", a konkretnie na grasicę, która wydaje odpowiednie impulsy do serca szybciej pompującego krew w przypadku emocji. Nie zdziwiłabym się, gdyby mówiąc o sobie wskazywali na głowę psychopaci, bo oni intelektualnie rozumieją uczucia innych, ale ich nie potrafią odczuwać.

    Nie bez przyczyny od wieków jest mowa o "sercu" i umyśle, często sobie przeciwstawnych, a ignorowanie jednego z tych aspektów nie oddaje prawdy o naturze ludzkiej.
  • @Lotna 14:56:07
    Wiele razy padają w tekście słowa tożsame ze sobą "odczucie, uczucie, przeżycie, istnienie". A o głowie mowa, bo do poznania w sposób świadomy dochodzi w rozumie, gdy uczucia to treść nie poznana jeszcze w sposób rozumowy, świadomy i trzeba tę treść podnieść wyżej.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930