Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
84 posty 109 komentarzy

Poznanie

Marcin Kotasiński - Blog Marcina Kotasińskiego o filozofii, psychologii, naukach ścisłych i duchowości. PoznaniePoznania.pl

Co człowiek mówi przy grobowej desce?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Badania australijskiej pielęgniarki nad przedśmiertną refleksją człowieka.

U znajomego profesora znalazłem link do tekstu opublikowanego na portalu Polityka.pl. Tekstu opowiadającego o badaniach pewnej australijskiej pielęgniarki Bronnie Ware, która opiekowała się pacjentami w ostatnich tygodniach ich życia. Kobieta prowadziła rozmowy ze swoimi podopiecznymi na temat podsumowania ich życia, co zmieniliby w swoim życiu gdyby jeszcze mogli. Przez lata rozmów nazbierało się tyle, że wydała książkę. Wśród najczęstszych odpowiedzi znalazły się poniższe:
 
  1. Żałuję, że nie miałem więcej odwagi, aby żyć zgodnie ze sobą, a nie z oczekiwaniami innych ludzi.
  2. Żałuję, że tak ciężko pracowałem.
  3. Żałuję, że szczerze nie wyznawałem swoich uczuć.
  4. Żałuję, że nie utrzymywałem kontaktów ze swoimi przyjaciółmi.
  5. Żałuję, że nie pozwoliłem sobie na bycie szczęśliwym człowiekiem.
 
Co warto podkreślić, w ogóle nie padły życzenia, co do pieniędzy, kariery, czy wielu partnerów.
 
Interesujące, prawda? To, co wśród przedmiotów pożałowania w ogóle nie pojawiło się należy do najważniejszych przedmiotów zainteresowania ludzi, którzy ze swoją grobową deską nie mają styczności. Każdy, większość z żyjących swoje... swoje co? Spełnienie, samorealizację, Szczęście, lokuje w karierze, pieniądzach albo zawsze „świeżych partnerach”, ogólnie w doznaniach zmysłowych. Za życia bardzo niewielu myśli o swobodnym wyrażaniu uczuć, o szczerej przyjaźni, o swojej autentyczności zamiast odgrywania powszechnie akceptowanych ról i zachowań społecznych, dzięki którym można wkupić się w czyjeś zaufanie i osiągnąć coś zmysłowo. Ta większość zapracowuje się, bo tak trudno pojawić się w przestrzeni społecznej, zdobyć pozycję, pieniądze, osiągnąć imitację Szczęścia. Bo sukces, czy szczęście jakie przynieść ma kariera i pieniądze, to ułuda. Ani to trwałe, ani pełnego komfortu nie daje. Jeśli bowiem ktoś wejdzie na jakiś szczyt bez przerwy musi się bronić, niepokój nie ustępuje. Szczęście? Czy ktoś wie, co to jest poza nazwą? Później jak czytamy z doniesień Bronnie, gdy moc w ciele ustępuje, gdy trzeba pomyśleć, jak mając mniej siły żyć dobrze, zaczynamy zwracać uwagę na swoje, przez lata tłumione uczucia, na potrzebę autentycznego życia, na ludzi, z którymi wcześniej stworzyliśmy serdeczne relacje, na odczucie i świadomość Szczęścia.
 
To bardzo ciekawe, bo doniesienia australijskiej pielęgniarki nie są czymś nowym. Od wielu lat pojawiają się z różnych źródeł podobne refleksje, ale wszystko dzieje się niewzruszenie tak samo. Pędzimy jak mrowie, każda z zapracowanych „mrówek” myśli, że w materializacji swojego życia osiągnie Szczęście. Ale wciąż nic albo za mało, więc nadal do przodu, nie można ustępować, nadal trzeba rezygnować z dobrych uczuć i dobrego rozumienia siebie, autentycznych relacji z ludźmi, uczucia zostawiać tylko dla zaufanej rodziny. Nosimy różne ciężary, budujemy coś, a to wszystko wciąż obraca się w proch. Po życiu pozostaje nic, czasem garść pieniędzy, czy innych materialnych własności przekazanych w testamencie, które przypadając następcą używane są zwykle w innym kierunku niż wola przekazującego. Zawsze pozostaje nic.
 
Co jest w tych uczuciach i zrozumieniu siebie, w Szczęściu, że pojawia się najpierw na początku życia, znika na lwią jego część, aby przypomnieć o sobie na końcu, gdy już niewiele można? Jest w tym trwałość, to czego zmysłowość nie oferuje. Ta trwałość tkwi w umyśle. Ten realizując dobre uczucia i zrozumienie siebie, Szczęście, chce tego, trzyma się tych własności trwale, bo one go budują. To „akumulatory”, których nie trzeba ładować raz na rok na wakacjach all-inclusive trwających tydzień, czy dwa, aby na resztę roku znów, jak co roku trafić w kierat.
 
Dobre uczucia i zrozumienie siebie ładują nas na co dzień, w każdej chwili, gdy są, gdy dbamy o to aby je mieć. Ja tak podchodzę do życia i twierdzę, że wakacje mam cały rok, choć nie wyjeżdżam, bo pieniądze też nie są moim celem, ani kariera, taki efekt samopoznania. Jedynie w połowicznie zdewastowanym otoczeniu brakuje bujnej roślinności, co też jest efektem zmysłowego szaleństwa ludzi.
 
Dam radę, która zainteresuje wszystkich, do których przemawiają badania Australijki. Jeśli chcesz Szczęście i chcesz te zmysłowe cele nadal realizować, z których zrezygnować tak trudno, zacznij świadomie zaglądać i poznawać swoje uczucia i zrozumienie, treść myślenia. Zaglądaj czujnie, aby wykrywać napięcie, im pilniej i częściej zaglądasz tym poznanie uczuć i treści rozumu ćwiczysz i staje się lepsze. Gdy patrząc spostrzegasz, że czujesz się niedobrze i nie rozumiesz sytuacji, w której jesteś, zwolnij, zatrzymaj się na refleksję, pomyśl, że chcesz Szczęście. Pomyśl po tym tak, aby dobrze poczuć się w swoim doświadczeniu. Nie patrz wtedy na doświadczenie, co się w nim dzieje, że panuje w nim niepokój. Spójrz w siebie, na swój Szczęśliwy cel, wciągnij go jak świeże, dobrze pachnące powietrze w płuca i wróć do doświadczenia działając w nim tak, aby te dobre uczucia zachować. Wtedy zaczniesz też budować dobre zrozumienie siebie. Bo wtedy to, co rozumiesz jako swój dobrostan, swoje Szczęście zaczniesz doświadczać, doznasz go najpierw w uspokojonym i zrównoważonym uczuciu, które spostrzeżesz rozumem i porównasz do Szczęścia, które jest celem. Tu zgodność utwierdzi cię i wzmocni.
 
Zastrzegam jednak, że to doraźna metoda, typu ad hoc, bo do Szczęścia trwałego, którym nie będzie coś chwiać trzeba więcej, trzeba siebie serio potraktować. Trzeba zrezygnować z nadrzędności zmysłowego celu, bo ten jako nadrzędny, jako cel życia będzie zawsze Szczęściem chwiać. Poznawaj siebie. Wszystkim w około zacznie się z Tobą żyć lepiej i pokażesz im jak mają ze sobą żyć lepiej, pokażesz dobre symbole. Wystarczy myśleć o swojej autentyczności, a to jest Prawda w rozumie, Miłość w uczuciach wybrane w sposób wolny, efektem jest budowanie Szczęścia. Trzeba to jedynie skonkretyzować we własnym doświadczeniu. Z najczęstszych konkretów, warto przytulać się do ludzi, szczególnie tych, do których przytulić się trudno i odetchnąć w ich ramionach. Otwierać się na poznanie innych powstrzymując od ocen, zamiast ocen poznawaj dalej. Nie dążyć za przedmiotami i doświadczeniami na siłę. Wszystko zbiega się w tym, czy wiesz czego chcesz, czy kierujesz się ku sobie, własnemu dobrostanowi i świadomości siebie, nie poza siebie na zmysłowe przedmioty i doświadczenia. Pamiętaj też o najważniejszej rzeczy, źródłem Szczęścia i metody jego realizacji jest Świadomość absolutna, Bóg, który je w doskonały sposób już zrealizował i już w zmysłowym świecie nie siedzi, przynajmniej tak, jak każdy z nas. Szukając Go, szukasz Szczęścia w konkretnej postaci w swoim myśleniu, uczuciu i doświadczeniu.
 

KOMENTARZE

  • Autor
    Moim zdaniem, tego czego czlowiek moze zalowac na lozu smierci zalezy od cywilizacji z jakiej sie wywodzi.Ten opis prawdopodobnie dotyczy cywilizacji lacinskiej czy wiary chrzescijanskiej ale juz nie moze byc odniesiony do cywilizacji zydowskiej gdzie przymioty materialne,wladza i pieniadze sa esencja bytu.Raczej zalowalby ze mniej zgromadzil srodkow i wladzy a nie takich przyziemnych pragnien jak milosc.
    Inaczej ,z pewnoscia wygladaloby wyznanie przed-smiertne islamisty itp.
  • @mac 16:22:54
    Pieniędzy i władzy nie wyniesie poza życie, zrozumienie siebie i dobre przeżywanie (odczucie) siebie tworzy dobry stan duszy, bytu transcendemtalnego. Chodzi więc o to, że zrozumienie i uczucia są uniwersalne i ponadreligijne. Jeśli się żydowi, chrześcijaninowi, czy muzułmaninowi w jego przedśmiertnej chwili rozpada, np. rodzina, Szczęśliwy nie umiera. Wartości uniwersalne nie podlegają wpływowi relatywizmu kulturowego.
  • @Marcin Kotasiński 17:46:40
    Witam na Neonie,

    jest Pan Księdzem?
    (wikary, biskup, kościelny, katecheta itp. to dla mnie to samo, co do grabarza kłócić można się)


    Pozdrawiam
  • @Autor
    Ktoś to już zauważył: te uwagi byłyby wartościowy, gdyby podano rodzaj cywilizacji z którą delikwent się utożsamia.
    A tak... lektura dla panienek.
  • @Krzysztof J. Wojtas 18:44:48
    Pana cywilizacja to banowanie?

    Kto nie z Panem to zakaz?

    Pierdolę taką cywilizację.. mam swoją :)
  • @wk..ny 18:53:44
    "Pierdolę taką cywilizację.. mam swoją :)"

    Właśnie dlatego banuję onanistów.
  • @wk..ny 17:51:22
    Filozof, który przez samopoznanie utożsamia siebie z absolutną Świadomością.
  • @Krzysztof J. Wojtas 18:44:48
    Dlaczego stał się pan niegrzeczny, żal panu o tę książkę, na którą nie odpowiedziałem? Proszę się nie gniewać, mam do czytania wiele książek w związku z pracą doktorską i właśnie chwilę od wszystkich odpoczywam.
    A i te czytam tylko ze względu na utożsamienie własnej myśli z istniejącą, czyli bez szczególnej chęci, bo mam już poznanie, które mnie poznawczo zaspokaja. W ludzkich książkach jest dużo sprzeczności, a ja chcę poznać jak wszystko zgadza się ze sobą. Czy o tym jest pańska książka?
  • obawiam się, że ta australisjska pielęgniarka, to...
    chyba za za dużo czasu poświęcała na czytanie filozofów a za mało na czytanie teologów.
    Otóż, podobno wcale to nie jest tak, jak to niby jest tutaj napisane, bo juz w godzinie agonii, człowiek żałuje, ale z całą pewnością nie tego że był za mało szczęśliwy a tego, że za mało czasu w całym swoim życiu poświęcił przygotowaniu się do tego właśnie momentu, który każdemu z nas codziennie nieubłaganie się zbliża.
    A to co jest uderzające w tej godzinie, to, to, że dowiadujemy się, że jesteśmy NIEŚMIERTELNI... a nie jakieś tam żałosne tęsknoty za urlopem:-)
    Gdyby ta pielęgniarka przeczytała chociażby Dziennik Siostry Faustyny, czy Anny Katarzyny Emmerich to nie pisałaby takich głupot.
  • @Krzysztof J. Wojtas 19:30:17
    Większego onanisty od Pana trudno tu uświadczyć.. za banem kryją się ludzie słabi.. niczym GPS i Karen.. ma Pan godne towarzystwo..
  • @Jan Paweł 20:18:18
    Zazdroszczę Ci.. serio :((
  • @Marcin Kotasiński 20:10:37
    Nie rozumiem uwagi o braku grzeczności.
    Dla mnie napisanie notki przez poważnego autora, a za takiego Pana uważam, wiąże się z odpowiedzialnością.
    Tu zaś Pan powołał się na mało jednoznaczne konstatacje pielęgniarki. I nie poddał ich konstruktywnej krytyce.
    Stąd moja, nie niegrzeczna, a raczej, w skrajnej ocenie, pogardliwa ocena tekstu - jako mało wyważonego i mogącego wprowadzać mentalne zamieszanie.

    A co do poznania. To szczytny cel jeśli rzeczywiste dążenie o rozumienia. Nie namawiam do czytania mojej książki. Jak Pan dojrzeje - to sam Pan spróbuje ją znaleźć. Pisząc o tym - starałem się Panu ułatwić drogę. Ale proszę tego nie traktować jako nawet sugestii.
    Wszystko ma swój czas i miejsce.
  • Ja byłem w szpitalu przy mojej Mamie jak umierała.
    Dostawała tzw. ' głupiego Jasia" aby uśmierzyć ból.
    Potem była nieprzytomna i powtarzała tylko: mama, mamo, mama i tak w kółko. Umarła z tymi słowami innymi nie (*).
  • Autor
    To interesujące, ciekawa jestem jednak, jakie by były efekty rozmów z przedstawicielami innych warstw społecznych, bo skoro pielęgniarka prowadziła rozmowy z osobami zbliżającymi się do śmierci w swoim miejscu pracy, wygląda na to, że byli to ludzie o określonym statusie, których stać było choćby na tę opiekę w hospicjum czy w szpitalu. Ludzie, którzy ciężko pracowali, których podstawowe potrzeby były zaspokojone i którzy osiągnęli pewną stabilizację i bezpieczeństwo, niektórzy z nich także sukces zawodowy i karierę - typowi przedstawiciele warstwy średniej.

    Czy osoby pozostające w trudnej sytuacji materialnej, pozostające wierne samym sobie, cieszące się bogatym życiem rodzinnym i towarzyskim, ale, miedzy innymi z powodu wierności własnym ideom i morałom, nie będące zapewnić sobie i rodzinie stabilizacji materialnej, miały by takie same refleksje?

    Czy żona i matka mająca grono przyjaciół i znajomych,ciesząca się uznaniem i szacunkiem, która całe życie poświęciła rodzinie, nie żałowała by niezrealizowanych marzeń o karierze zawodowej i własnej niezależności finansowej?

    Czy żyjący w zgodzie ze sobą, samorealizujący się artysta byłby dumny ze swoich dzieł, pomimo, że jego dzieci przymierały głodem?

    Czy otoczony przyjaciółmi, zawsze wolny i niczym nie związany niebieski ptak nie żałowaliby, że nie pracował i nie założył rodziny?

    Wydaje mi się, że wniosek jest prosty, należy pamiętać o hierarchii wartości Masłowa, która nie bez kozery jest przedstawiona w kształcie piramidy, znaleźć balans i nie zatracać się na którymś jej szczeblu.
  • @Krzysztof J. Wojtas 20:51:47
    Jak to miło przyjść na czyjś blog i Autorowi naubliżać, nieprawdaż, panie Wojtas?
    Pan nie tylko nie rozumie uwagi o braku grzeczności, pan jest tak zapatrzony w siebie, że w ogóle nie rozumie swoich impertynencji i bezczelności w stosunku do innych, czego właśnie dał pan popis w komentarzu do Autora powyżej.
    Nie daj Boże jednak, żeby role się odwróciły. Wtedy jest obraza wojtasowego majestatu - hipokryzja w czystym wydaniu.
  • @Lotna 21:34:25
    W Polsce na razie jest tak, że ludzie mogą jeszcze umierać spokojnie w szpitalu czy hospicjum. To pozostałość tzw. "komunizmu".
  • @Lotna 21:47:43
    Dobrze napisałaś, 5 plus:)
  • @Krzysztof J. Wojtas 20:51:47
    Że pielęgniarka, nie znaczy, że nie może prowadzić badań. Rozmów było od groma, jest blog i książka. Wnioski są bardzo jednoznaczne, te 5pkt. świadczy, że wszyscy pragnęli powrotu do siebie i samoodkrycia. Nie poddałem tych 5pkt krytyce, bo jak napisałem, spotkałem się z tymi wnioskami już kiedyś i chyba nie raz.
    Pierwszy wynik z googla, nie reklamuję:
    http://lubimyczytac.pl/ksiazka/296675/czego-najbardziej-zaluja-umierajacy
    http://www.bronnieware.com/

    A może już dojrzałem, a pan się z tym kłóci?
  • @Lotna 21:34:25
    Jestem niebieski ptak z feerią barw, mam rodzinę i moje marzenie to wyjść, bez żalu, ale skoro raka jeszcze nie ma, zawału, czy innego, jeszcze popróbuję. Więc ci spełnieni z brakiem żalu, pewnie bardziej zadowoleni, narzekają ci, co sprzedali życie dla doczesności, każdy wybiera wolny.

    (także do @Lorenco) Mój ojciec, tez był spełniony, choć podlegał założeniom z pierwszego akapitu (Lotna), umierał zadowolony, gdy się to działo, odwiedzałem go, jeden z razy w szpitalu zupełnie mnie zaskoczył, jakby wołał do mnie, wyciągnął rękę i zupełnie się otworzył, z wielkim uśmiechem, wyraził miłość, wspaniałe.
    Załatwiły go konowały, byłby słuchał, pożyłby może dłużej, może tyle samo, ale mniej by cierpiał od ich niedbalstwa.
  • @Marcin Kotasiński 22:05:12
    Konowały to inny temat, rzeka, ponieważ mój Tato też już nie żyje, gdyby nie rodzina i posiłki przez nas przynoszone, soczki, jogurty a nawet piwo, pewnie zmarłby 5 lat wcześniej leżąc na paliacji. A tak, cieszył się jeszcze życiem po wyjściu ze szpitala.
    A wtedy gdy leżał na tym oddziale paliatywnym, jedna z piguł powiedziała nam, żebyśmy powiedzieli mojemu Tacie, żeby pozałatwiał swoje sprawy bankowe ponieważ niebawem umrze!
    A i już kręciły się wokół nas hieny cmentarne z różnych zakładów pogrzebowych! Nic z tego!
    A i mój Tato miał wolę życia!
    Przez te pięć lat zwiedził kilka miejsc, o których marzył aby zwiedzić a potem odszedł szybko na zawał.
    Sam, bez pomocy konowałów.
    Piszesz, że Twój Tata słuchał konowałów, tak zrozumiałem.
    To jest właśnie to, czego powinni unikać ludzie chorzy. Zaufania do tzw. SŁUŻBY Zdrowia. To nie służba, to komercja.
  • @lorenco 22:37:31
    "Piszesz, że Twój Tata słuchał konowałów, tak zrozumiałem."

    Niestety, dał się wciągnąć przez propagandę, ale czego od człowieka oczekiwać jeśli żył pozytywnie i unikał krytykowania.
    Diabła nie szukał, wkradł mu się gdzie nie patrzył, jak zwykle.
  • A ja zaluje jednej panienki.
    Kiedys w wieczor sylwestrowy zadzwonil do drzwi sasiad i zapytal czy chce isc na Sylwestra do gluchoniemych.Nie mialem nic do roboty wiec sie zgodzilem.Gluchoniemi mieli pensjonat w sasiedniej kamienicy wiec daleko nie trzeba bylo chodzic.Przyszedlem tam a tu okazuje sie, ze do sasiada zony przyjechala siostra i to ja mialem byc dla niej partnerem do tanca na ten wieczor.Piekniejszej kobiety nie widzialem na zywo.Wysoka, brunetka,wlosy rozpuszczone, twarz jak z zurnala i wszystko inne rownie perfekcyjne.Paluszki lizac.Po Sylwestrze pokazywalem tej panience kolekcje znaczkow a ona wyraznie zaczela sie pokladac.Pomyslem, ze nie moge jej krzywdy robic bo w kieszeni mam paszport i za kilka dni wieje z Polski do USA na stale.Pozniej bedac juz w Stanach dowiedzialem sie, ze ta panienka powiedziala sasiadowi, ze ja to dupa chlop, ze zenidlo mi chyba nie uroslo.Dlatego zaluje teraz tej panienki.
  • @staszek kieliszek 00:37:08
    Pisać, przepraszać, uczciwie przyznać, niczym przejmować, może dostanie zieloną kartę i jeszcze się poukłada.
    Te męskie serduszka, lepsza nawet od kobiecych. :D
  • @Marcin Kotasiński 00:51:20
    To bylo 39 lat temu.Tak, rozminelismy sie jakos w zyciu.Pozniej nie ulozylo jej sie.Maz ja bil i rozeszli sie.
  • @Lotna 21:47:43
    A mogła Pani siedzieć cicho...
    Teraz i Ruszkiewicz nie pomoże.
  • @Marcin Kotasiński 22:03:14
    Na temat "momentu przejścia" i doznań związanych było sporo opracowań.
    Choćby "Życie po życiu", czy opisy "powrotu" z tamtej strony.

    Czy zatem analiza retrospektywnych ocen postępowania osób zbliżających się do śmierci może wnosić coś nowego?
    Dość dobrze opisała wątpliwości Lotna.
    Dla mnie kontekst wartości cywilizacyjnych w jakich żył badany jest istotny, gdyż nie ma wartości uniwersalnych; są różnie rozumiane w zależności od cywilizacji.
    Stąd badania bez rozróżniania - nic nie wnoszą. Podtrzymuję, że mogą być dobrą lekturą dla pensjonarek.
  • @Krzysztof J. Wojtas 08:22:48
    " gdyż nie ma wartości uniwersalnych"
    Prawda, Miłość, Wolność, Szczęście? Uniwersalne, czy lokalne?
  • Dobre rady
    Czytając Pański tekst zastanawiałem się czy rady, jakie Pan daje pod koniec notki, wynikają z osobistego doświadczenia, czy też z teoretycznych dywagacji. Po chwili przyznaję jednak, że w tym wszystkim bliżej do teorii niż praktyki. Człowiek ukształtowany przez społeczeństwo (a takich jest znakomita większość) nie posiada instrumentów do efektywnej samoobserwacji. W naszej cywilizacji nie praktykuje się medytacji na pustce (oddechu, hara, tantien), aby wykształcić w wystarczającym stopniu trwałą uważność. To po pierwsze. Po drugie, każdy z nas jest w środku kłębkiem zastygłych emocji, które kierują naszymi myślami i postępowaniem wedle ich indywidualnego wzorca. Aby wyprostować choć kilka z tych wielu kłębiących się w środku, wykorzystując narzędzie o którym wspomniałem, musimy wraz z emocją wejść głębiej do jej źródeł. A to oznacza, że aby ją poznać dokładnie, wypada skierować się w mroczną stronę swojej istoty, pozwolić sobie na ich wynurzenie z odmętów - cały czas zachowując stan akceptującej obserwacji. Dlatego proces poznawania siebie bywa nieprzyjemny dla otoczenia. Żadne kwiatki i motylki.
    Podejrzewam, że w efekcie życie zacznie płynąc żywiej, pełniej spontaniczniej i kiedy dopłynie do swojego kresu nie będzie już żal że się kończy, bo i śmierć będzie jawić się jako kontynuacja obecnej przygody.
  • @Marcin Kotasiński 08:50:03
    Z tego jedynie Miłość jest uniwersalna. Reszta - lokalne.
  • @Krzysztof Szotowicz 10:27:32
    „osobistego doświadczenia, czy też z teoretycznych dywagacji „
    Dziwna ta pańska konkluzja, jak to wyteoretyzować bez doświadczenia?

    „nie posiada instrumentów do efektywnej samoobserwacji. „
    Samoświadomość to naturalny instrument do samoobserwacji.

    „wykształcić w wystarczającym stopniu trwałą uważność.”
    „wejść głębiej do jej źródeł „
    „w mroczną stronę  „
    „zachowując stan akceptującej obserwacji „

    Co do tego mroku, proszę się zastanowić, co pan chce poznać, siebie jako byt doskonały, czy... dlatego trzeba się schładzać, jak wtedy gdy oglądamy drastyczne sceny.

    Stworzył pan ocenę, bez zadawania pytań. Moja podpowiedź właściwie tutaj nie pasuje.
  • @Marcin Kotasiński 12:07:16
    Zapewniam Pan, że zanim zacząłem pracować ze swoimi emocjami, przez lata całe tworzyłem teorie o szczęśliwym życiu. W bibliotekach są całe działy z książkami takich pobożnych życzeń i rad. Bóg tkwi w szczegółach i dlatego można bez wnikania w szczegół, błądzić mając złudzenie prawdy. Dotyczy to szczególnie takiej materii jak ludzki umysł jego możliwości do kreowania złudzeń. Samoświadomość, to nie jest żaden instrument do samoobserwacji. Przynajmniej w moim rozumieniu tego terminu. Dla mnie samoświadomość to poziom doświadczania rzeczywistości, na którym współistnieją na równych prawach i myśli i emocje – one tworzą ten stan świadomości. Samoobserwacja (lepszym określeniem byłby ekran świadomości) to poziom, na którym ani myśli, ani emocje nie uczestniczą w doświadczaniu – nie zabarwiają doświadczania – odbijają się tylko w swojej postaci (prawdziwej?). Dlatego, nie ma potrzeby schładzania emocji, bo obserwacja jest zawsze neutralna i nie przekłada się na stan psychiczny. Jednak, aby móc coś zaobserwować, należy to coś (co jest schowane ) uzewnętrznić – poznanie prawdy o sobie wymaga abym poznał siebie we wszystkich moich aspektach, jakie realnie posiadam. Dlatego mogę ni z tego nie z owego zacząć traktować bliskich po chamsku – bo obserwuję pewne aspekty własnej osoby.
    Tutaj mała dygresja: polecam film "Ostatni samuraj" z Tomem Cruise'm. W filmie poznajemy tegoż ostatniego samuraja, który w swoim życiu poszukuje doskonałości (symbolicznie przedstawionej jako doskonały kwiat wiśni). W jednej z ostatnich scen filmu, w chwili swojej śmierci, ów samuraj poznaje, ze wszystkie kwiaty wiśni są doskonałe. Podobni rzecz się ma z ludzką naturą. Jakby to nie zabrzmiało szyderczo i okrutnie, wszystkie aspekty naszej natury należą do doskonałej całości.

    Gdybym nie oceniał boleśnie Pańskiej notki, to nie wywołałbym reakcji emocjonalnej. Na głaskające pytania, otrzymałbym mdłe i nic nie wnoszące odpowiedzi. Nie byłoby kontaktu pomiędzy nami - tylko statyczne i oddzielne stanowiska. Dlatego nie cofam się przed bezpośrednim starciem i nie dbam o Pańskie komfort psychiczny.
  • @Krzysztof Szotowicz 13:14:00
    "bo obserwacja jest zawsze neutralna i nie przekłada się na stan psychiczny"
    O ile jej nie interpretujemy, pan to robi.

    "nie dbam o Pańskie komfort psychiczny"
    Dba pan, bo chamski nie jest, jedynie utrzymuje, że wie lepiej, a równocześnie przyznaje, że się nie udało i twierdzi na podstawie swoje jednostkowej subiektywnej miary, że wszystko poznał. Widzi pan sprzeczność?

    Samoświadomość, to układ, w którym świadomość spostrzeżeń (poznanie) służy to oglądania świadomości uczuć (istnienie, przeżycie) i w procesie refleksji/spostrzeżeń poznaje jaką niosą treść.
    Jeśli tu nie interpretujemy, ale chłodno obserwujemy, poznajemy siebie.

    Może odpowie pan czym różni się termin "samo-obserwacja" od "samo-świadomość"?
  • @Marcin Kotasiński 13:39:00
    Kto interpretuje? Czy ja interpretuję poznając wszystkie aspekty własnej osobowości bez rozróżniania złe/dobre (w mojej odpowiedzi określiłem zachowanie pod wpływem pewnych emocji jako przykre i chamskie, bo znam reakcje ludzi i chciałem lepiej nakreślić zakres badań). Czy też Pan interpretuje, zatrzymując się na progu doznań "niepokojących" w których czujesz się "niedobrze", wracając do stanów "dobrych".

    Poznanie siebie to nie jest proces zero/jedynkowy w którym albo nie wiesz niczego, albo wiesz wszystko. Dlatego mogę mieć wizję do której dążę i nie być w stanie jej teraz sięgnąć, (co Pan interpretuje jako moją porażkę), a jednocześnie widzieć jak niektórzy błądzą.

    "Jeśli tu nie interpretujemy.." wyjaśnia wszystko.

    Różnicy pomiędzy samo-obserwacją a samo-świadomością nie znam, bo nie doświadczyłem tego drugiego stanu - takiego zatopienia się we własnej istocie, które podobno przenika wszystko. Samoobserwacja jest zawsze skażona ukierunkowaniem uwagi na szczegół.
  • @Krzysztof Szotowicz 16:01:40
    Użyję dwóch pojęć: interpretacja i identyfikacja

    Interpretacja znaczy, że swoje doświadczenia oceniamy z pomocą przypisywanej sobie tożsamość, która została wykształcona na podstawie dotychczasowego życia. Na tę tożsamość składają się wszelkie nazwy jakie sobie przypisujemy i używamy, np. opisujące cechy osobowe, i zachowania, które utożsamiliśmy i potrafimy odgrywać w doświadczeniu. Są to także schematy myślowe i schematy zachowań, które w różnych sytuacjach odtwarzamy. Ta wykształcona w życiu tożsamość jest niezupełna, bo większa jej część jest poznana w sposób powierzchowny. Zasadniczą cechą tej tożsamości jest to, że narzuca ona żywemu podmiotowi, zdolnemu do posiadania wielu różnych cech równocześnie, przedmioty, które mają ten podmiot ustalić w ramach jakie z nich wynikają. Podmiot ulega w pewnym stopniu uprzedmiotowieniu i jeśli uznaje tę tożsamość za wiarygodną, kieruje się nią, nie przekracza jej i w ramach jej możliwości tworzy oceny swoich doświadczeń. Ale jeśli jest ona reprezentacją tylko niewielkiego wycinka Rzeczywistości, jasne jest, że i oceny są niezupełne.

    Identyfikacja będzie tu znaczyć, że tożsamość ta ulega zawieszeniu, w pewnym sensie odrzuceniu, aby dzięki pozbyciu się jej dokonać wglądu w siebie, oczyszczonego z tej tożsamości, i dzięki wglądowi obserwować jakie odczucia i spostrzeżenia wywołuje doświadczenie. „Ocena” powstaje dopiero wtedy, gdy powstaje zgodność pomiędzy odczuciem i rozumowym spostrzeżeniem, gdy zgadzamy się ze sobą, czujemy i rozumiemy dobrze.

    Przepraszam za ocenę, w tych ramach, czytając pańskie wypowiedzi i identyfikując je w powyższy sposób odnoszę wrażenie, że kieruje panem skrywany lub nieuświadomiony niepokój i w wyniku gniew, że się z panem nie chcę zgodzić. To znaczy, że nie ma pan pełnej rezerwy w naszej rozmowie i traktuje ją zbyt serio, jakby naruszała pański byt.

    „Różnicy pomiędzy samo-obserwacją a samo-świadomością nie znam, bo nie doświadczyłem tego drugiego stanu - takiego zatopienia się we własnej istocie, które podobno przenika wszystko.”

    Proszę przeczytać fragment Kartezjusza z „Medytacje o pierwszej filozofii”, gdzie przeprowadza on eksperyment myślowy, który zaprowadził go do odkrycia cogito ergo sum, czyli uświadomienia własnej samoświadomości. Też napisałem takie teksty, uważam że lepsze od Kartezjusza, bo dokonuję w nich rozbioru owej tożsamości, może zaraz coś opublikuję, bo dawno tego tematu nie odświeżałem.
  • @Marcin Kotasiński 17:16:24
    Chyba jeszcze raz odwołam się do filmy "Ostatni samuraj". Kiedy Cruise trenuje z Japończykami sztuki walki, radzi sobie z początku bardzo przeciętnie. Dopiero, kiedy uczynny samuraj da mu radę (too many mind - no mind) jego trening nabiera rumieńców. Z Panem jest podobnie. Zaczęliśmy od tego jak żyć aby w chwili śmierci nie żałować i wydawałoby się (za radą pielęgniarki z Australii) że najlepiej jest odpuścić sobie opory przed używaniem życia (w taki spełniony sposób - dający szczerą i głęboką satysfakcję). Później już było coraz gorzej. W ostatnim Pańskim komentarzu pojawiła się wzmianka o eksperymentach myślowych i rozbiorach teoretycznych tożsamości. („... Dziwna ta pańska konkluzja, jak to wyteoretyzować bez doświadczenia?...)
    Gdzie Rzym, a gdzie Krym drogi panie! Ja chcę chwytać życie pełnymi garściami, a Pan, jak fizyk nuklearny, łapie je zdalnym manipulatorem zza grubej szyby.
    Nie ma we mnie niepokoju, ani tym bardziej gniewu, który miałaby jakoby wywołać ta dyskusja. Jest Pan blisko tematów, które mnie mocno zajmują i w tej dyskusji liczę na na jakiś kontakt. Może zacząłem obcesowo, a Pan delikatny i już są okopy. Na treningach Taichi dochodzimy do praktyki, że ruch wychodzi z centrum i potem angażuje całe ciało. Dlatego niby łagodne przesunięcie, ale w rzeczywistości niesie sporą siłę. Ten który się z tą siła spotyka, może sobie pomyśleć że ktoś przesadził, a to tylko jego sztywna postawa nie radzi sobie z neutralizacją przepływającej energii.
  • @Krzysztof Szotowicz 17:52:45
    "jak fizyk nuklearny, łapie je zdalnym manipulatorem zza grubej szyby. "
    Czyli wszystko się zgadza, intuicyjnie pan złapał.
  • @wk..ny 20:31:31
    Rozumiem, że zazdrościsz mi Wiary. Nic trudnego. Jak wszędzie, tak i tutaj, praktyka czyni mistrza. Dodam tylko, że mistrzem nad mistrze w tej dziedzinie, była Św Siostra Faustyna, Kiedyś normalna zabawowa dziewczyna Helena Kowalska, doszła do takiego mistrzostwa, że po prostu nie potrafiła się już doczekać tego momentu, kiedy Pan Bóg powoła ją do siebie.
    Zachęcam Cię do zainteresowania się tą postacią i... więcej praktyki:-)
    A zamiast straty czasu na Tańce z gwiazdeczkami, to np kazania Ks P.Natanka, Ks P.Glasa, Ks M.Rajchela, itd Dziennik Siostry Faustyny itd...
    No i najważniejsze: Pismo Święte, Spowiedź generalna i od tego czasu regularna juz spowiedź i Komunia Św,
    Powodzenia

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930