Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
84 posty 109 komentarzy

Poznanie

Marcin Kotasiński - Blog Marcina Kotasińskiego o filozofii, psychologii, naukach ścisłych i duchowości. PoznaniePoznania.pl

Sprzeczka z Arystotelesem

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

O pewnych mankamentach konceptu Stagiryty

Dziś odrobina krytycyzmu w odniesieniu do starożytnego źródła nauki – Grecji. Czy bardzo przesadzę jeśli napiszę, że Arystoteles jest świętym nauki? Raczej nie, biorąc pod uwagę ogromną ilość komentarzy do jego tekstów. Tekstów prostych, dialogów, nawet niekonsekwentnie rozwijanych spostrzeżeń, które, jak wymaga się współcześnie, autor ma „rozdłubać” najbardziej jak może i jeszcze dołożyć „tysiąc” przypisów. Dziwne to, bo aż tyle u niego do omawiania nie jest. Z drugiej strony zastrzeżenie, przychylam się do tego, aby mówić, że Stagiryta dokonał ważnej rzeczy w nauce. Jako pierwszy zracjonalizował i uporządkował szereg wcześniejszych zagadnień. W stosunku do jego pracy wcześniejsi filozofowie albo traktowali naukę lekko albo przesadnie idealizowali, jak Platon pomijający stronę realną Ideału. Gdzie On jest w naszym doświadczeniu? Arystoteles pewne zagadnienia rozwijał, trochę, bo gdyby zrobić to dokładniej mogłoby wyjść, że praca jest bardzo ogólna, powierzchowna, a nawet błędna. Zresztą jego koncepcja prawdy nazywana klasyką posiada potoczny charakter i jedna z najczęściej przytaczanych wypowiedzi jest sprzeczna, w wyższym sensie. W jego tekstach można znaleźć różne „kwiatki”, jak opinia o Parmenidesie i jego przełomowym odróżnieniu Bytu i niebytu, nieco lekceważąca, choć zupełnie cała filozofia perypatetyka jest bezwzględnie zależna od dokonania eleaty. Zacytuję tę definicję Stagiryty:
 
Twierdzić o Bycie, że nie istnieje, albo o niebycie, że istnieje, jest fałszem;
natomiast twierdzić, że Byt istnieje, a niebyt nie istnieje, jest prawdą;
tak że kto twierdzi o czymś, że istnieje albo że nie istnieje, powie prawdę albo fałsz1.
 
Widzimy tu, że dzięki znacznie bardziej marginalizowanemu w filozofii Parmenidesowi, Arystoteles może za nim napisać słowa „Byt” i „niebyt”. To jedno, a drugie, że jeśli Prawda jest tym, co zgadza się, koresponduje, jest adekwatne, czy inne słowo zawsze dotyczące tego, że coś zgadza się z czymś, nie można w definicji Prawdy pisać o czymś, co się nie zgadza, bo tego w Prawdzie nie ma. Prawda zgadza się i to jej tożsamość. Dopiero w następstwie, gdy coś jej sprzeciwia się tworząc sprzeczność, Prawda i tak niezmiennie zgadza się. Dlaczego? Bo ma zachować tożsamość, zamiast wdawać się w „awanturę” ze sprzecznością i tożsamość stracić. A także, bo zna sposób na to, jak sprzeczne byty uzgadniać. Zawsze ma przewagę, dlatego żyjemy na świecie o wysoce uzgodnionej strukturze, zamiast nie istnieć. Jeśli nawet pisać w definicji Prawdy o fałszu, to w odwrotnej kolejności niż Arystoteles, który dał pierwszeństwo fałszowi w pierwszym zdaniu. I to nie dziwi biorąc pod uwagę dalsze rozważania. Arystoteles bowiem uznał, że sprzeczność jest zasadą i pierwszą2. W jaki sposób? Przecież, aby coś lub ktoś mógł się z nami posprzeczać, o ile w ogóle może to zrobić; „może”, bo występuje w stosunku do czegoś zgodnego, tożsamego ze sobą autentycznie. Dlatego zasada tożsamości, a jak wolę, zasada zgodności jest pierwszą zasadą. Sprzeczność będąc tym samym zależna od zgodności nie jest zasadą, a przynajmniej w tak silnym sensie, i jest ściśle zależna od zgodności. Bez zgodności nie ma się z kim sprzeczać. Stąd siła Prawdy i Byt.
 
Drugą rzeczą, która przewyższa te wyżej i za którą z pełną „serdecznością” chcę skrytykować Arystotelesa, to fatalny błąd jakim jest zagubienie w nauce samopoznania. Dlaczego skłonny jestem do nieustępliwości w tej sprawie? Przyznasz Czytelniku, że Szczęście chciałbyś bardzo mieć. Znać całą Prawdę i potrafić poznawać Prawdę, gdybyś do tego miał swobodę jaką daje Miłość, czyli dobry stosunek do swojej wrażliwości, tę upragnioną swobodę bycia, byłoby to Szczęście i w sposób wolny. Kto by nie brał? Ten, który zgubił się i myśli, że sprzecznością wygra, a najwyżej się wykrwawi. To właśnie tkwi w samopoznaniu, a Stagiryta zgubił samopoznanie. Bo wspomniany Parmenides napisał prześliczny symboliczny poemat „O naturze”, w którym omawia, nieco w przenośni i wprost samopoznanie. Noszę się z myślą, aby powiedzieć, że Parmenides poznał siebie, Wyzwolił, wiele na to wskazuje, choć to, co po nim pozostało jest skromną ilością tekstu. Po nim Sokrates wdarł się z samopoznaniem do filozofii, jakby „na czołgu siedział z wielkim cygarem” i podniesioną odważnie głową, jakby miał ze sobą „wielką armię” Prawdziwości i nie czuł strachu. Stąd ta historia z cykorią. Sokrates trochę zakpił z doczesnych swoją uszczypliwością, zaczepiał kogo się dało, omawiał cnoty, Prawdę i samopoznanie. Z czego go znamy? Z hasła „poznaj siebie”. Po nim jego uczeń Platon też bajecznie mówił o samopoznaniu i Prawdzie, warto zacytować jeden, ładny fragment z Phaedrusa:
 
Region poza Niebem nigdy nie został dotąd adekwatnie opisany[…]. Ale gdy ktoś podejmuje odważną próbę mówienia prawdy, szczególnie gdy to prawda, o której ktoś mówi, tu jest opis. Region jest wypełniony istotą (Bytem) Prawdy. Istota Prawdy nie ma koloru lub formy; jest nieuchwytna i widoczna tylko dla intelektu, duchowy przewodnik. Istota Prawdy jest krainą (dziedziną) wszystkiego, co zaliczamy do prawdziwej wiedzy. Więc, gdy umysł Boga odżywia się intelektem i czystą wiedzą (taki jest umysł każdej duszy, która jest zainteresowana, aby otrzymać swój właściwy pokarm), jest zadowolony będąc wreszcie na pozycji, z której widzi prawdziwą istotę i w przypatrywaniu się Prawdzie żywi się i czuje wygodnie, zanim rewolucja nie przeniesie Go w to samo miejsce [z powrotem]. W trakcie tego kołowego obiegu obserwuje sprawiedliwość jaką ona naprawdę jest, samokontrolę, wiedzę […], ale taki rodzaj wiedzy, którego obiektem są rzeczy jak one naprawdę są.”3
 
I koniec. Arystoteles wziął „tasak rozumu” i „poszatkował” wybrane zagadnienia. W porządku, wiele uporządkował, wiele wskazał, mniej konsekwentnie wyjaśnił. Ale wraz z nim samopoznanie znika, staje się tematem marginalnym, gdzieś... ktoś... coś... ale faktycznie nic, niewiele. I tyle ludzie wiecie o tym, co może wasz umysł – „nic”. Dziś psychologia nieudolnie próbuje coś znaleźć, raczej macając temat, niż sięgając po niego wprost. Kupujecie telefony, samochody, zarabiacie pieniądze, robicie zmysłowe kariery, sprzeczacie z wyższością własnego umysłu, dajecie pierwszeństwo materii. Kłócicie w imię pierwszeństwa zasady sprzeczności, dzielicie swój kraj na lewe i prawe itd., itp. A żaden z was nie poznaje siebie, tylko biadolicie, że żona to i tamto, a mąż jeszcze co inne, dzieci swoje, teściowa z teściem na głowę wam wchodzą. Politycy, urzędy swoje, sąd, czy policja was „olewa”. Takie macie życie i mimo sprzeczności wciąż w nią wchodzicie. Zaraz, zaraz, bo przesadnie oczerniam biednego Arystotelesa, który wiele dokonał i w ogóle nie planował „zamachu” na komfort życia następnych. Przecież pracował dla dobra wszystkich. Człowieka nie ma za co winić, jeśli już to cały strumień późniejszych filozofów, którzy zamiast złapać za samopoznanie zaczęli mędrkować nad konceptem Stagiryty bez końca. Arystoteles po prostu, i co kontynuowali naśladowcy w przeważającej ilości, skupił swoją uwagę na poznaniu martwego przedmiotu, zamiast zająć się źródłem wszelkiego poznania – podmiotem. I tak to trwa do dziś, wygrywamy z materią wytwarzając „cuda niewidy”, ale w umyśle jesteśmy baranami walczącymi z wyimaginowanymi murami, jak Don Chichot z wiatrakami.
 
 
 
1Arystoteles: Metafizyka. Przeł. K. Leśniak, PWN 1983, 1011 b
2Ibidem, 1005 b
3Platon: Phaedrus. Tłum. R. Waterfield, Oxford Unniwersyty Press, 2002r, 247 c - e

KOMENTARZE

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930