Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
79 postów 107 komentarzy

Poznanie

Marcin Kotasiński - Blog Marcina Kotasińskiego o filozofii, psychologii, naukach ścisłych i duchowości. PoznaniePoznania.pl

Dummett i Prawda w okowach semantyki

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Teoria semantyczna a Prawda

Nie przeczytałem całej pracy Michaela Dummett pt. „Podstawy logiczne metafizyki”. Od początku szukałem tylko wątków na temat Prawdy. Okazało się, że jest bardzo wpleciona w całą książkę, stąd spostrzegłem, że jeszcze można do niej wrócić, a teraz dalej szukać Prawdy. Główny zarzut jaki można sformułować wobec „filozofii poszukiwania Prawdy” przez Dummetta jest taki, że stara się prawdę zbyt silnie utożsamiać z językiem i teorią semantyczną, aby tak uzasadnić obrany kierunek badań, wszędzie polegający na wyjaśnieniu Prawdy. Zarzut, który bije z języka książki polega na tym, że prawdę poznawaliśmy nim nauczyliśmy się języka. Więc owszem, w konsekwencji pojawia się w języku, ale powód takiego pojawienia (naszego poznawania Prawdy) jest o wiele szerszy. Język jest jednym z wtórnych przedmiotów podporządkowanych naszemu pierwotnemu poznaniu Prawdy.

  

Sama wypowiedź językowa, zdanie, czy sąd wypowiedziany w języku, nawet jakikolwiek wyraz, przekaz czegoś do kogoś, to fakt występujący prawdziwie. Nie jest tu jeszcze ważne co niesie, bo pojawienie się jakiegokolwiek zakomunikowania czegoś, jest czymś co występuje naprawdę. To jest absolutny wzór prawdziwości, zawsze obecny i niezmienny. Fałsz w relacji do tego, to brak wypowiedzi, brak komunikacji. Tu nie ma wątpliwości. Gdy jest już sam tylko wyraz zakomunikowania czegoś, jest coś prawdziwego. Dzięki temu kluczowemu momentowi możemy zajrzeć do podanego wyrazu komunikacji, czy to wypowiedzi z użyciem języka, czy ktoś macha dłonią, możemy dowiedzieć się jaka treść niesiona jest w środku tego faktu, że ktoś komunikuje coś. Tu mamy Prawdę, ale do Dummett'a można wrócić już teraz.

   

Wśród wielu warstw wyjaśniania prawdy, zmieniających się przedmiotach wyjaśniania tej zgodności, Autor dochodzi do spostrzeżenia, że stoimy w momencie poznania Prawdy, gdy do wyboru mamy dwie logiki. Jedna, oparta o wartości absolutne i niezmienne, jak Prawda i fałsz lub logikę o względnych wartości, zmiennych, relatywizm. Dummett widzi w Prawdzie relację, przechodzenie (prawdy) z przesłanki na wniosek. Powstaje pytanie, jak mają się te dwie wizje trzymać razem w jednym świecie? Ażeby nie narzucać obszernych wyjaśnień w tym względnie pędzącym świecie można powiedzieć po prostu, że te wartości absolutne: Prawda i to, co się nie zgadza, czyli to, co popularnie nazywane jest fałszem, a czemu bliżej raczej do niebytu, bo nawet fałsz, wedle Arystotelesa sprawdzić, czy zgadza się, że jest fałszem, trzeba w doświadczeniu. Prawda i fałsz to ramy absolutne. Poza nim nie ma, obejmują dokładnie wszystko, to maksymalne wyrazy, co wynika z pojęcia Absolutu. Zaś druga logika, wielu wartości, to wypełnienie ram jakimi jest Prawda i sprzeczność (w odpowiednich warunkach fałsz lub niebyt). Wypełnienie to, w formie uporządkowanej jest opisem schematu przechodzenia poznania (jak poznaje każdy z nas) od Prawdy w postaci ukrytej, czyli jak na każdym początku poznajemy, że coś jest, ale jawi się jak niebyt. Przechodzenie to idzie przez wszystkie stadia poznawania siebie i swojego przedmiotu (o ile bierze pod uwagę inny) i oczyszczania w poznaniu (stawanie się lepszej wiedzy), aż do poznania Prawdy w postaci absolutnej, bo już uświadomionej, jaka wiedza jest najlepsza.

  

Trzeba na relatywizm wielu wartości spojrzeć, jak na stany uporządkowane przez strumień następnych zmian ewolucyjnych przenoszących dany byt od „Nie” (jak niebyt, nieprawdziwy w świetle absolutnym, nie istniejący tak zupełnie zgodnie jak w tym świetle itd.) do Prawdy , urzeczywistnienia, spełnienia, uzgodnienia itd. Słowa zależą jedynie od przedmiotu (do uzgodnienia), dlatego to trywialne opierać zgodność na słowach, gdy słowa są jej podporządkowane. Znaczy to dalej, że w tym poznaniu uprawdziwiania się wszystkiego, u podstawy mieści się psychologiczne samopoznanie człowieka idące do Absolutu, w różnym sensie pod przewodem zasadniczego Żywego. Mieści się poznanie każdego przedmiotu, bo to schemat uniwersalny powstawania wiedzy od niewiedzy przez refleksje nad doświadczeniami poznawczymi. Mieści się tu także daleko idąca część ewolucji: psychicznej, biologicznej i przedmiotów zmysłowych. Bo schemat przejścia od czegoś, czego nie było, do czegoś, co jest, a na początku było tylko w zamyśle (przedpredykatywnie, intencji bliżej nieuświadomionej), jest procesem absolutnym i my go odciskamy, chociażby działaniem w materii zmysłowej naszą poznawczą ewolucją. Tak też zbliżamy się do Prawdy w sensie absolutnym. Że niewiara jest częścią tego procesu można się domyśleć, jak inaczej byłby dla nas serio?

  

Tyle na temat semantyki, że nie znamy siebie, a pytanie o Prawdę powstaje z nas i chcemy toczone od starożytności poznanie, Poznać jak najprościej. Idąc za semantyką dokładamy do głównego Poznania także poznanie języka. Staje się to o tyle trudniejszym wyzwaniem, bo wtórny względem poznania język zdaje się być tworem dowolnie kreowanym, a nie mamy jeszcze kryterium do poznania zasadniczej Prawdy. Występują np. codzienne różnice pomiędzy wyjaśnieniami należącymi do tego samego języka, które choć różne mogą prowadzić do jednego celu, np. „cioteczni bracia”, „kuzyni”, czyli „ludzie o wspólnych dziadach”. Już takie różnice sprawiają, że inaczej można zobaczyć Prawdę, gdy nie ma się kryterium, które wyznacza główny szkielet oglądania/poznawania Prawdy. Nie jest lepiej w językach logiki, gdy nie ma tego Kryterium. Dlatego kluczowe jest, aby pamiętać, że szukamy Prawdy bez języka, mamy to w naszym samoświadomym „aparacie poznawczym”, tu się pojawia. Następnie swoje poszukiwania przenosimy na język, aby zakomunikować, czyli wynieść poza siebie, gdy już się ma, więc wynosi się niezupełnie uzgodnione, ta potrzeba nie daje spokoju. Ewentualnie, obok komunikacji można z językiem coś uświadomić sobie lepiej, choć to rzecz zbędna, bo „uświadomić” dotyczy świadomości, nie języka, tu staje się użyteczny, ale i przeszkadza. Wszystko wskazuje na to, że w poznaniu Prawdy zbliżamy się do istoty tak dalece, że musimy zamilknąć, aby poznać absolutnie. Bo poznanie dotyczy tak wielu (szczegółowych) relacji zgodności równocześnie, że trudno taką strukturę wypowiedzieć, łatwiej wyjaśnić jak powstaje w poznaniu, m. in. kryterium jej powstawania. To podobne do obserwacji kwantów, wieloma słowami Prawdę zaburzamy.

  

Dummett podaje przykład ze „szkoły Austina”, gdzie prawdą jest, że „Sycylia jest trójkątem”. I owszem, jeśliby ktoś szukając na mapie Sycylii wcześniej o niej nie słyszał, a dostałby taką odpowiedź znając trójkąt, zbliżyłby się do celu. Aby gdy pozna, czyli przejdzie schemat poznania Prawdy, czy „Sycylia jest trójkątem” dojdzie do czegoś innego patrząc na mapę. Jednak w ramach poznanego procesu zrozumienia, jak Sycylia zmienia się w umyśle z niczego, przez trójkąt do wyspy o widzialnym na mapie szczegółowym kształcie. Znałby uzasadnienie, dlaczego można w pewnych sytuacjach powołać się na trójkąt w poszukiwaniu Sycylii, że prawdy małej litery są zmienne, pojawiają się w całej kształtowanej strukturze spostrzeżeń należących do poznania Prawdy. Idą falą prowadząc do celu, to relatywne wartości w ramach absolutnych: znam – nie znam. Proces pełny kuriozów, bo gdy wydaje się, że nowocześni w Poznaniu, okazuje się, że nowoczesność jest dawno znana Absolutowi i mamy kuriozalne spotkanie, metapoznanie w samopoznaniu.

  

  

Michael Dummett: Logiczna podstawa metafizyki; przekł. Woj ciech Sady; wstęp Adam Grobler. - Warszawa : Wydawnictwo Naukowe PWN, 1998, s 75-6, 481

KOMENTARZE

  • @Autor
    Czytam niekiedy Pana teksty i zadziwiam się zakresem "filozoficznego bicia piany" przez humanistów, gdy w wielu wypadkach znacznie lepiej byłoby przyjąć podejście techniczne.
    Jakby tak wyżąć "wodę" nawet tylko z pańskiego wywodu - to całość tekstu dałoby się zmieścić w 2, może trzech zdaniach.
    A im więcej "wody" tym mniej Prawdy.
    Przecież większości traktatów nie da się czytać nie dlatego, ze to takie mądre dywagacje, których zwykły człowiek nie jest w stanie zrozumieć, ale dlatego, że są to teksty udziwnione i rozwlekłe. Tysiące słów bez treści.

    W Pana tekście jest jeden element ciekawy: zauważa Pan, że w poszukiwaniu Prawdy potrzebna jest jakaś myśl przewodnia, jakiś cel poszukiwań.

    I niech Pan rozwija ten kierunek.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930