Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
84 posty 109 komentarzy

Poznanie

Marcin Kotasiński - Blog Marcina Kotasińskiego o filozofii, psychologii, naukach ścisłych i duchowości. PoznaniePoznania.pl

Odpowiedź dla Bogusława Jeznach

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

do tekstu "Na brzegu Yamuny"

Trafiłem na idiotyczny i zakłamany tekst Bogusława Jeznach pod tytułem "Na brzegu Yamuny" (http://jeznach.neon24.pl/post/130391,na-brzegu-yamuny), w którym Autor "popisał się" kompletną ignorancją i zakłamaniem, podejrzewam że świadomym.


Panie Jeznach, po pańskiej ostatniej odpowiedzi przekonałem się, że intelektualnej i personalnej dzielności wystarcza panu tyko na obrazę i zablokowanie mi możliwości komentowania, choć używałem merytorycznych argumentów. Ponieważ jest pan człowiekiem nie grzeczym i wielkim ignorantem postanowiłem dać panu jednak tę odpowiedź pomimo pańskiego życzenia.

Zacytuję najpierw nasze komentarze, aby było to zrozumiałe dla Czytelników i zapewniam pana, że mojej dzielności wystarczy do tego, aby panu nie odmówić odpowiedzi i nie cenzurować.

MK:
"jeden z „duchowych przywódców”, czyli religijnych cwaniaków,"
Zalecałbym ostrożność, jeśli będziemy każdego "śri", czy "św" wkładać do jednego worka z oszustami, nie dokonamy postępu duchowego, moralnego i intelektualnego w tym zakresie. Na rząd czy naukę nie można za bardzo liczyć. Na Kościół też, tkwi w zacofaniu. Trzeba zbadać treść nauk, aby mieć podstawy do oceny takiej lub innej. W dalszej części Autor wypisuje jednak słowa, które dobrze świadczą o tym człowieku. A dochodząc do końca przeczytałem, że Autor może mieć jakieś pretensje, że z pracą duchową związane zostają pieniądze. No więc waśnie tu chyba trzeba szukać odpowiedzi i sprawdzić czy ten lub inny bardziej uwagę koncentruje na sprawach duchowych, czy na pieniądzach. Właściwie poczułem sie jakbym i ja był oszustem... ciekawe? Może Autor rozwinąć tę błyskotliwą myśl?

BJ:
/Właściwie poczułem się jakbym i ja był oszustem.../
Konie kują, żaba łapę podstawia?

MK:
Pytaniem na pytanie, można jaśniej, to chyba nie unik?

BJ:
Miły Panie Marcinie,
Wnosząc z Pańskich zainteresowań i publikacji w dziale NAUKA jest Pan człowiekiem wystarczająco inteligentnym, aby wiedzieć, że deklaracje słowne osób publicznych nie muszą być miarodajne dla ich oceny. Czy wyobraża Pan sobie przywódcę religijnego, który głosi hasła jawnie ludziom wrogie, albo cynicznie oświadcza, że chodzi mu tylko o pieniądze? Podobnie jak prawie każdy polityk, a nawet pewno jeszcze bardziej, musi on być miły, uśmiechać się i roztaczać aurę dobroci i życzliwości wobec wszelkiego stworzenia. Rzecz w tym, czy rzeczywiście bardziej pomaga ludziom czy raczej zgarnia pod siebie. Jeśli nie wierzy Pan – tak jak Pan pisze - rządom, nauce, Kościołowi etc., to dlaczego zakłada Pan, że „postęp duchowy, moralny i intelektualny” mogą przynieść osobnicy podłączeni pod bardzo podejrzane organizacje światowe i niejasne finansowanie, a głoszący tylko oczywiste i banalne tezy ogólne w rodzaju „słońce powinno wschodzić na wschodzie, a pociągi – jeździć po szynach” i ćwiczący równe oddychanie. Na pewno zna Pan zarzuty wobec poprzednika RS – Maharisziego Mahesz Yogi albo wobec zmarłego niedawno innego indyjskiego uszczęśliwiacza ludzkości - Sai Baby. Pisze Pan „Trzeba zbadać treść nauk, aby mieć podstawy do oceny takiej lub innej”. Owszem, trzeba by również wniknąć w motywy działania wrażliwej duszy Breivika oraz pochylić się nad skomplikowaną psychiką Kajetana Poznańskiego „…aby mieć podstawy do oceny takiej lub innej”. Ale można także mieć prostsze i mniej subtelne oceny i ja mam taką skłonność. Przynajmniej w opisanych wyżej przypadkach. Pozdrawiam. BJ

MK:
Przepraszam za długość komentarza, ale odwrotnie do pana i końcowych słów pańskiego komentarza, staram się bardziej starannie wyjaśnić tę sprawę. W swoim komentarzu upraszcza Pan i tworzy dezorientację. Wydaje mi się, bo zagalopował się w krytyce i nie potrafi jej udowodnić, ani przyzwoicie wybrnąć. Nie zapraszajmy tu na razie Breivika i innych, to nie są przywódcy duchowi, sygnalizujący i wyjaśniający jak osiągnąć transcendencję, "zbawienie duszy". Mówimy o tych, którzy uważają, że pomagają ludziom przekroczyć doczesność, rozwinąć się na lepsze.
.
Nigdy nie spotkałem się ze stwierdzeniami typu: „słońce powinno wschodzić na wschodzie, a pociągi – jeździć po szynach”. Jeśli takie słowa padły, proszę napisać kto je wypowiedział, może gdzie je znaleźć. Zgadzam się, że mówią często bardzo prosto, co może świadczyć o poziomie intelektualnym ich słuchaczy, którzy może nie wymagają więcej. Warto także upewnić się czy w pewnych sytuacjach mówią coś ciekawszego. W każdym bądź razie chyba wyssał pan te słowa z palca.
.
Nie wyobrażam sobie, aby przywódca duchowy mówił językiem destrukcji. Jak również zauważam, że z tego powodu nie możemy odróżnić, czy on jest szczery, czy zachowuje "polityczną poprawność". On ma tak mówić, bo on przyjął zadanie zachęcania ludzi do lepszego. Jeśli jego słowa idą w parze z czynami, a w ogromnej większości ci ludzie słynęli z uprzejmości, nie możemy twierdzić, że okłamuje nas dla pieniędzy. Proszę się także zastanowić jak duży wpływ na pańską opinię mają zachowania i deklaracje np. polityków. Może to ich kłamstwa, obrona własnej religii i powierzchowna znajomość tematu i nauk tych ludzi wpływa na taką postawę jaką pan przyjął.
.
" dlaczego zakłada Pan, że „postęp duchowy, moralny i intelektualny” mogą przynieść osobnicy podłączeni pod bardzo podejrzane organizacje światowe i niejasne finansowanie"

Nie wiem dlaczego są podejrzane, czy słyszał pan, aby któraś z tych organizacji była oskarżana lub podejrzewana o handel bronią, ludźmi albo narkotykami lub trudnią się oszustwem? Ja nie. Te organizacje działając w naszej kulturze podlegają naszym przepisom prawnym. Działają od bardzo dawna i nie słyszałem o jakimś wielkim skandalu, chyba nawet o małym. Pan coś słyszał? Ponadto taką organizację tworzy wielu ludzi, tylko przywódca jest/ma być uduchowiony reszta nie, niekoniecznie, nie tak bardzo. On zapewne nie zajmuje się księgowością, ale swoją pracą. A jeśli księgowy sam lub z kimś coś zmajstruje, czy można oskarżać niewiedzącego o tym guru?
.
"Na pewno zna Pan zarzuty wobec poprzednika RS – Maharisziego Mahesz Yogi albo wobec zmarłego niedawno innego indyjskiego uszczęśliwiacza ludzkości - Sai Baby"

Kilka fragmentów z książki "Współcześni mistycy i mędrcy" autorstwa Anne Bancroft W-wa 1987r. Rozdział o tytule "Maharishi Mahesh Yogi"

"(Maharishi nikomu nie zdradza swojego wieku, ponieważ mówienie o sobie uważa za bezsensowne) Mantra za 50 dolarów. Czy jest tyle warta? Czy powtarzanie pojedynczego, intelektualnie nic nie znaczącego słowa wyzwala, uspokaja i zwiększa sprawność (...)? (...) Nie należy do guru bhakti (pobożnych), a od swoich zwolenników nie wymaga uwielbienia, ani lojalności; jest raczej guru jnana (rozróżnienie), podobnie jak Ramana Maharishi. Jego celem jest wyciszenie hałaśliwości umysłu, aby można było odkryć wiecznie istniejące głębie twórczej świadomości.

Nie znajdziemy u Maharishiego tak głębokiego i poważnego dociekania Prawdy jak u Ramany Maharishiego - jego nauki wydają się bardziej tradycyjne i powierzchowne. (...) Może nie potrafi tak skutecznie rozbroić umysłu, by dotrzeć do samej istoty poszukiwań Ramany Maharishiego. Technika Maharishiego polega na powtarzaniu dokładnie wyuczonej mantry. (...) Mantra zastępuje pojawiające się myśl; to umożliwia nam obserwację procesu ich powstawania i wypełniania świadomości."
(...)
W samej Ameryce ponad milion osób praktykuje TM [Medytacja transcendentalna], a technika Maharishiego jest tak skuteczna, że przyjęły ją władze lotnictwa cywilnego, kadry nauczycieli, przemysł prywatny i oficjalnie kilka stanów w Ameryce. Jest także dostępna w wielu więzieniach na całym świecie. Jak wynika z obecnie dostępnych danych, TM z pewnością może pomóc w leczeniu chorób wywołanych stresem, takich jak nadciśnienie czy narkomania (...).

Być może przeciętny człowiek zauważy w całej błyskotliwej propagandzie, jaką posługuje się TM, by przekazać swoją istotę, niejeden element wielkiego show organizowanego dla pieniędzy. (...) Maharishi sprawia jednak wrażenie człowieka przepełnionego szczerością i pewną dozą mądrości (...)."

Koniec cytatu. Skrótowo, śmiesznie prosta metoda Maharishiego polegająca na powtarzaniu mantry polega na prostym mechanizmie. To sposób na przejęcie kontroli nad własnym umysłem i koncentracja. Bowiem powtarzanie mantry powoduje, że zajmujemy się tylko tą czynnością, zatem pozbawiamy się możliwości myślenia o "byle czym i niczym". Tym samym pozbywamy się huśtawki nastrojów i zamiast tego poznajemy jak "wygląda", jaki jest nasz umysł, gdy jest skoncentrowany i opanowany. To, że ludzie płacą/płacili 50$ za kilka słów, znaczy wiele rzeczy: to, że technika ta jest tego warta, o czym mówią cytaty i te których nie wpisałem, np. o relacjach M. z Beatelsami, słyszał pan? Znaczy także to, że płacąc więcej mamy większe poszanowanie dla tej nauki, bo nasze (zbyteczne) poszanowanie dla pieniędzy rzutujemy na tę mantrę. Znaczy także to, że Maharishi chciał zmienić świat, z pieniędzmi utrzymującymi dużą organizację na pewno jego działania w skali świata stały się wyraźniejsze.

Zainteresowałem się kiedyś zarzutami wobec Sai Baby, byłem nimi zaskoczony. W ciągu poszukiwań doszedłem do źródła doniesień, którym byli - jeśli dobrze pamiętam - dominikanie. Chyba na ich stronie znalazłem pełną wersję tych "zarzutów" i dotarłem także do jakichś informacji, że zarzuty o pedofilię, molestowani i wykorzystywanie kobiet zostały przez tych katolickich świętoszków sfabrykowane. Nie ma o tym nigdzie indziej słowa, proszę te zarzuty znaleźć w innym języku niż polski.

I dla ostrego kontrastu o wspomnianym wyżej Ramanie Maharishim, miałem książkę, ale nie umiem jej odnaleźć (Nauka Szri Ramana Mahariszi/Wanda Dynowska-Umadevi Warszawa "Pegaz", 1993). Ta książka to wywiad polskiej dziennikarki i pisarki z Ramaną, w którym opisuje ona tego człowieka i jego nauki. On postępował inaczej, to był asceta, który żył sobie na jakiejś górze lub w jej okolicy, pieniędzy nie brał, żył bardzo skromnie. Z kolei jego nauki są znacznie bardziej rozwinięte i poznawczo zaawansowane od większości innych. Czy tylko dlatego, że nie brał pieniędzy nie można nazwać go oszustem, czy też ta nazwa należy się jemu także?

Wspomniana książka A.Bancroft omawia szereg nazwisk, poza dalekowschodnimi znajdują się tam także opisy nauk/wyjaśnień T.Mertona, T. de Chardin, A. Watts, A. Huxley, czy Matki Teresy. Dlaczego tych ludzi nie opisywano razem z innymi oszustami, ale umieszczono ich pośród innych cenionych postaci?
.
"Owszem, trzeba by również wniknąć w motywy działania wrażliwej duszy Breivika oraz pochylić się nad skomplikowaną psychiką Kajetana Poznańskiego"

Pisząc coś takiego daje pan jednoznaczne świadectwo, że zrozumienie przez pana tematu jest kompletnie wypaczone. Porównuje pan ludzi uduchowionych z mordercami nie mającymi skruchy. Może wyjaśni pan sensowność tego zabiegu? Czy maił na celu oczernianie?
.
" Ale można także mieć prostsze i mniej subtelne oceny i ja mam taką skłonność. Przynajmniej w opisanych wyżej przypadkach"

Te słowa znaczą wprost, że nie szanuje pan swojej pracy, czytelników i zasadniczo Prawdy. Zadowala się pan byle czym, niedbalstwem, a czy czytelnik dostanie prawdę czy konfabulację, nie jest dla pana ważne. Ważne jest chyba tylko, że odwiedzają i czytają, a pańskie ego dostaje pożywkę. Uważam, że tak jest, te słowa nie mają na celu obrazy.

Zadaję więc pytanie o zgodność pańskich deklaracji z zachowaniami i o definicję oszustwa, a raczej czy uważa pan, że pisząc ten tekst była pan szczerze poświęcony Prawdzie i uczciwie na celu miał wyłącznie obiektywizm? Ja uważam że nie, po cichu wyszeptam panu na ucho, że to co pan napisał powyżej to skandal i kołtuniarstwo. To, co pozwala nam zrobić krok, ale do tyłu.

Mam nadzieję, że nadal uważa mnie pan za miłego, bo pisząc to na celu miałem wyłącznie wyjaśnienie Prawdy, przekazanie obiektywnej wiedzy i nie chciałem pana w czymś oszukać. Jednak czytając powyższy tekst uważam, że oszukał pan czytelników. Nie ma pan nawet przyzwoicie powierzchownego pojęcia o tym temacie. Gdyby pan nie wiedział, badanie orientalistyki na uniwersytetach nierozerwalnie obejmuje także tego typu ludzi. Naukowcy mogą się dziwić słysząc ich słowa, ale nie słyszałem o ocenie "oszust", czy "cwaniak".

BJ:
Ależ z Pana upierdliwy nudziarz! Nie uwierzę, że nie ma Pan kłopotów w relacjach z kobietami, bo która to lubi? Mnie wymęczył Pan tym tak, że chciałbym zakończyć spór odzywką z warszawskiego półświatka: „Masz pan słuszną rację, a ja byłem w mylnym błędzie”. I niech może tak zostanie, tylko mam jedną prośbę: niech Pan już więcej tu nie pisze, bo to mi blog zamula. Bodaj Voltaire powiedział: Tous les genres sont bons, sauf le genre ennuyeux. Bez odbioru. BJ

MK:
Spełnię pańską prośbę po tym komentarzu, pragnę panu jedynie uświadomić, że z powodu braku argumentów i popełnionych błędów stać pana tylko na docinki personalne i popis głupoty. Nie pomoże nawet ta stara sztuczka z pozorowaniem erudycji przez cytat w innym języku. Szczególnie, gdy stara się pan poniżyć adresata, świadczy to o duchowym ubóstwie. Powinien pan spróbować z łaciną chyba nadal robi większe wrażenie niż francuski.


Czytelników zachęcam do większej otwartości poznawczej i prawdomówności, bo tyko tak możemy naprawiać ten świat, przez lepszość. Nie przez destrukcyjne zachowania typu pana Jeznach, który gdy bez argumentów łapie jakie może. Byleby nie przyznać się i nie odwołać dowiedzionego mu (wstępnie) błędu. Bo to, co miałoby stanowić przyznanie się, jak pan napisał, jest tylko odpowiedzią z półświatka. Szkoda, biorąc pod uwagę, jak wiele produkuje pan każdego dnia tekstu liczyłem na coś więcej, nie spodziewałem się duchowo-intelektualnej biedy.

 

KOMENTARZE

  • ja tam nie wnikam...
    w wasze "orientalne duchowości", ale ponieważ ja też dostałem bana u TW Filipa, to dodam tylko od siebie, że TW Filip ma się dobrze, podróże (chyba ) służbowe i ciekawe czy za pieniądze podatników, ponoć tw Filip był zdegustowany śri śri jamuną...no cóż ja nie dyskutuję o gustach, ale jedno mnie wyprowadza z równowagi...to, ze jako tajny współpracownik i komuch i chuj nie wie kto jeszcze w czasach PRL-u ma się dobrze, chwali Armię Czerwoną, otacza się komunistycznymi klakierami, a banuje tych, którzy mogliby zapytać o jego przeszłość...A TYLE PYTAŃ MOŻNA BY BYŁO ZADAĆ:)))))))
  • @Marx 8888 18:13:24
    W takim razie nie wiem czym jest rzeczowa rozmowa, w tej nie było faktów ze strony Autora, ale zmyślenia, oskarżenia i oczernianie. Zamiast rzeczowych argumentów pojawiały się docinki nie sprowokowane przez mnie, na które w następstwie odpowiedziałem. Z kolei ignorancji przeoczyć nie można.

    Komentarze zostały powielone, aby wszystkie znalazły się w jednym miejscu i z powodu blokady zastosowanej przez Autora, która sygnalizuje, że może je usunąć, bo są dla niego niewygodne. Uważam, że ukazany przez niego stosunek jest zbyt popularny w naszym kraju, a fałszywy, szkodliwy i nie wnosi czegoś wartościowego.

    Jak widać po moich tekstach pierwszy raz zdecydowałem się na taki "montaż" i z niesmakiem. Jeśli ma to być efekciarstwem, to zgadzam się, że tanie, marne i nie było moim celem. Trudno odrzucić argument o autoreklamie, bo pojawienie się jakiegoś podpisanego wpisu stanowi reklamę. Jednak jeśli mam się reklamować wolę zaprosić Czytelników do innych moich tekstów, a tego na końcu. Moim celem było sprawdzenie uczciwości i wiarygodności Autora, weryfikacji nie przeszedł, i rzucenie światła na temat u nas słabo znany, a bardzo ceniony.

    Blokowanie oczywiście jest prawem Autora, ale z drugiej strony publikuje na oczach wszystkich i buduje wiedzę Czytelników, to odpowiedzialność. W tym sensie unikanie krytyki, choć uczynił błędny krok, przez możliwość blokowania nie idzie w zgodzie z prawem nas wszystkich do Prawdy. Nadmierne trzymanie się tego prawa do wolności pozwala na zadomowienie się fałszu, publicystyka ma cel inny. Polemika była publiczna w komentarzach, więc nie bardzo wpisuje się tu pw, gdy wyjaśnialiśmy swoje stanowiska pod tekstem. Obiecuję dostosować się, z drugiej strony jeśliby takie polemiki były grzeczne i rzeczowe myślę, że stanowiłyby atrakcję.
  • @trybeus 18:01:58
    Poseł SLD Sylwester Pawłowski, który zastąpił w Sejmie Wojciecha Olejniczaka, został zarejestrowany jako tajny współpracownik SB o pseudonimie "Filip" - wynika z katalogów IPN.

    to o tego Filipa chodzi ???
    ja niewtajemniczony8-)))))
  • @trybeus 18:01:58
    ///podróże (chyba ) służbowe i ciekawe czy za pieniądze podatników, ponoć tw Filip był zdegustowany śri śri jamuną...///


    Twierdzisz, że państwo Zoobry,Błaszczaka, Macierewicza i Pawłowicz opłaca wakacje agentom ancient reżimu???
  • @reflexión 21:54:51
    a ty myślisz, że to jakieś odrębne bieguny są? :)))weź mię ku...wa nie rozśmieszaj:))

    a wiesz, że Filip ma pejsy ?:)) nie wiesz:))
  • @chrisdigger 20:16:42
    Mad Max . Jak zwykle dwa kroki do przodu i trzy do tyłu . Takie czasy . :) oseł Pawłowski kłamcą lustracyjnym?

    Sylwester Pawłowski, łódzki poseł SLD, który zajął w Sejmie miejsce
    zwolnione przez Wojciecha Olejniczaka, wybranego do europarlamentu,
    przez 6 lat był zarejestrowany jako tajny współpracownik SB o
    pseudonimie "Filip". Informacja ta znajduje się w katalogu,
    opublikowanym na stronie internetowej IPN. Poseł mówi, że jest tym
    zaskoczony i zapewnia, że nie skłamał w oświadczeniu lustracyjnym.

    - Nigdy nie byłem współpracownikiem SB i nie przypominam sobie, żeby
    jakiś funkcjonariusz ze mną rozmawiał czy próbował mnie nakłonić do
    współpracy - mówi Pawłowski, były przewodniczący Rady Miejskiej w
    Łodzi i były wiceprezydent Łodzi.

    Według IPN, Pawłowski 21 sierpnia 1984 r. został zarejestrowany jako
    kandydat na tajnego współpracownika (TW) przez Wydział III-1
    Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Łodzi, zajmujący się
    instytucjami naukowymi i oświatowymi. Dokładnie po miesiącu
    zarejestrowano go już jako tajnego współpracownika o
    pseudonimie "Filip". Z zachowanych dokumentów wynika, że Pawłowski
    był pozyskany na zasadzie "dobrowolności", do sprawy o
    kryptonimie "Pałacyk". Wyrejestrowano go w styczniu 1990 r. Jak
    wynika z materiałów opublikowanych przez IPN, zniszczona została
    teczka personalna i teczka pracy "Filipa" oraz akta
    sprawy "Pałacyk". Zachowały się jedynie dokumenty ewidencyjne
    świadczące o rejestracji.
    Na tej podstawie nie można nic powiedzieć o przebiegu rzekomej
    współpracy byłego wiceprezydenta Łodzi z SB: na przykład czy był
    oddany tej pracy, czy była to współpraca pozorowana, od której
    chciał się uwolnić.

    - SB często nie pisała prawdy, stwierdzając, że pozyskała danego
    tajnego współpracownika na zasadzie "dobrowolności" - mówi Łukasz
    Próchniak, historyk z łódzkiego oddziału IPN. - W rzeczywistości
    stosowano szantaż, żeby kogoś pozyskać do współpracy, a w
    dokumentach pisano, kandydat na TW zgodził się "dobrowolnie."

    Sylwester Pawłowski w latach 1983-1990 był oddelegowany ze szkoły,
    gdzie był nauczycielem, do pracy w Zarządzie Łódzkim Związku
    Socjalistycznej Młodzieży Polskiej, gdzie m.in. zajmował się
    młodzieżą, współpracą z nauczycielami i organizacjami młodzieżowymi.
    Pod koniec lat 80. był wiceprzewodniczącym Zarządu Łódzkiego ZSMP.

    - SB interesowała się nastrojami wśród młodzieży i była
    zainteresowana pozyskaniem informacji z jej środowiska - mówi Leszek
    Próchniak. Jego zdaniem, sprawa "Pałacyk", do której rzekomo został
    pozyskany Sylwester Pawłowski, prawdopodobnie dotyczyła sprawy
    obiektowej założonej przez SB Zarządowi Łódzkiemu Związku
    Socjalistycznej Młodzieży Polskiej, który wtedy mieścił się w
    pałacyku przy ulicy Piotrkowskiej 262 (dziś Instytut Europejski).

    - Sprawy obiektowe zakładano instytucjom, zakładom pracy i
    organizacjom. Nazywało się to ochroną obiektu, a w rzeczywistości
    sprawdzano, jakie są tam nastroje, co mówią ludzie - wyjaśnia
    Próchniak. - Nazwy tych spraw w prosty sposób łączyły się z
    nazwą "chronionego" obiektu, np. łódzka filmówka miała założoną
    sprawę obiektową "Kamera".

    Czy Sylwester Pawłowski, który w swoim oświadczeniu lustracyjnym
    zaprzeczył, że współpracował z bezpieką, stanie teraz przed sądem?
    Jak powiedział nam Radosław Peterman, zastępca szefa łódzkiego biura
    lustracyjnego IPN, prokurator lustracyjny przesłucha byłego
    wiceprezydenta Łodzi oraz funkcjonariuszy SB, a potem podejmie
    decyzję, czy wystąpi z oskarżeniem go o kłamstwo lustracyjne.

    Zdaniem dr. Antoniego Dudka z IPN, jeśli nie ma żadnych dowodów
    świadczących, że ktoś rzeczywiście był TW, prokurator nie ma podstaw
    do oskarżenia go o kłamstwo. Sam fakt rejestracji nie będzie dla
    sądu dowodem.

    Wojciech Olejniczak nie chciał komentować tej sprawy. - Jestem już
    poza Polską, a z perspektywy Brukseli nabiera się dystansu - odparł
    wymijająco.

    Zdaniem Bartosza Hajdana, rzecznika wojewódzkiego zarządu SLD w
    Łodzi, Pawłowski jest niewinny, dopóki nie zostanie mu udowodniona
    tajna współpraca. - Do IPN należy podchodzić z dużą ostrożnością i
    dystansem. Bywało już, że doniesienia tej instytucji okazywały się
    nieprawdziwe - podkreśla Bartosz Hajdan.

    W przypadku prawomocnego orzeczenia sądu, że Sylwester Pawłowski był
    jednak kłamcą lustracyjnym, poseł z Łodzi straci poselski mandat.
    Sąd ma prawo ukarać go zakazem pełnienia funkcji publicznych od
    trzech do dziesięciu lat.

    J. Leszczyńska, M. Hodak - POLSKA Dziennik Łódzki
  • @Repsol 22:12:01
    :)

    muzyczka

    https://www.youtube.com/watch?v=2pmhyo1bZGQ
  • @Stonek 22:25:21
    Ty tego badziewia nie łykaj . Ave . Trzymaj nutę . :))) https://www.youtube.com/watch?v=4u4QCOc7uX4

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728